sobota, 31 maja 2014

Deser 450 kcal !!! Mam to gdzieś! Dziś liczy się smak :)


No, ale Mary?! To 450 kcal! 
Tak wiem, spora dawka cukru i tłuszczu- za to jaki smak!! Na taką chwilę zapomnienia można sobie pozwolić raz na jakiś czas :)
Byłam rano na targu, i w momencie kiedy poczułam zapach świeżych truskawek, wiedziałam jaki deser zrobię po obiedzie. 
OMG! jak ja kocham bitą śmietanę robioną z kremówki z 2 łyżeczkami cukru brązowego. Nie tam jakaś gotowa bita śmietana, która po wyciśnięciu robi się za sekundę lejącą papką- fujj :/ Deser zaczęłam jeść jak dama małą łyżeczką, nie wytrzymałam i po trzech kęsach łyżeczkę zamieniłam na łyżkę. 


Każda z Was ma pewnie przepis na taki swój truskawkowy raj. Gdybyście jednak chciały spróbować mojego to poniżej znajdziecie przepis.

Truskawkowy raj - porcja dla 2 osób
Składniki:
  • 0,5 kg truskawek
  • 1 garść czereśni 
  • 1 śmietanka kremówka 36% do deserów
  • 3 łyżeczki cukru brązowego
Przygotowanie:
  • 250g truskawek pokroić w połówki, z czereśni wyciągnąć pestki; pokrojone truskawki i czereśnie bez pestek włożyć do miseczek 
  • drugie 250 g truskawek zmiksować z 1 łyżeczką cukru na mus truskawkowy
  • dobrze schłodzoną kremówkę z 2 łyżeczkami cukru  miksować do momentu powstania bitej śmietany
  • nałożyć łyżką "chmurki" bitej śmietany na truskawki  i czereśnie w miseczkach
  • polać bitą śmietanę i miks owoców musem truskawkowym
  • punkt najważniejszy : zajadać się rajem truskawkowym z uśmiechem na twarzy.




czwartek, 29 maja 2014

Ćwiczę, bo mi się chce!

Przeraża Cię wizja 21 treningów, skup się na zrobieniu dziś
jednego- pamiętaj każdy trening jest ważny.

Dokładnie tak! Ćwiczę, bo mi się chce. Myślałam, że nigdy takiego "stanu chcenia" nie osiągnę. Obecnie nie mam problemu, żeby ćwiczyć i mam nadzieję, że ten stan będzie trwał i trwał :)
Tak wiem, trzeba być realistą i pewnie przyjdą dni trudniejsze, jednak teraz czuję przyjemną ekscytację i zapał do ćwiczeń- woo -hoo!
W moim wypadku projekt wyrobienia sobie nawyku przez 21 dni sprawdził się idealnie. Ba, byłam przekonana, że po tych 21 dniach, będzie mnie korcić, żeby sobie odpuścić, na szczęście nic takiego się nie dzieje. Co więcej, dzień wcześniej planuję co chcę robić kolejnego dnia. Nie tracę czasu na rozmyślanie co by tu dzisiaj poćwiczyć.

Mary bądź z nami szczera, chcieć to jedno a robić to drugie. Jak Ci się ćwiczy? Najważniejsze, to znać swoje słabości, u mnie najgorsze jest pierwsze 5 minut, potem mam kryzys w połowie treningu, za to końcówka w moim wykonaniu jest zawsze mistrzowska, daję z siebie wtedy 100%.
Zdarzą się chwile latania :)
Wystarczy, że podskoczysz!
Co mi pomaga przetrwać kryzys? Powtarzam sobie w głowie:
1) What you practice, you become, czyli stajesz się tym co praktykujesz.
2) Małe sukcesy po pewnym czasie, przełożą się na wielki sukces. Każdy jeden trening z osobna ma sens, każde jedno ćwiczenie ma sens, czyli krótkie streszczenie tego co powiedziałam w pierwszym odcinku projektu Cel: płaski brzuch.

Może nie dostaję jakiejś turbo energii, ani nie tryskam nagle radością do tego, żeby dalej ćwiczyć, jednak pozwala mi się to skupić na danej chwili, przestać marudzić i działać dalej.

Pierwsze dni projektu były trudne, szukałam jak szalona wymówek. Odwlekałam trening cały

wtorek, 27 maja 2014

Wcisnęłam się w sukienkę. Nowa technika biegu- pościg za babciami na rowerach :) Wygrałam kolejny konkurs. Dzień dobry wszystkim!

Pamiętacie, pamiętacie? Jak napisałam wpis o tym, że zamówiłam sukienkę w rozmiarze 36 klik. Z rozmiarem tym przez wiele lat się nie lubiliśmy i zastanawiałam się, czy udam mi się w nią wcisnę, okazało się, że tak. Wcisnęłam się w nią bez problemu, co więcej miałam przyjemny luz w talii :)
Przyznaję, że trenowałam każdego dnia przez kolejne 12 dni, żeby moje obwody się nie zmieniły do wesela- taka dodatkowa motywacja :)
Widzicie mój mikro obcasik- hahaha :D
Ludzie jak ta pierdoła po 4 godzinach doprowadziła moje stopy do szalonego bólu.
Na co dzień NIGDY nie zakładam szpilek (mam 176 cm wzrostu, już bez nich jestem wysoka), teraz mam motywację, żeby codziennie chociaż po 200 m., jednak pochodzić w tego typie obuwiu. I nie mówię tu o takim mikro tyciu obcasiku, tylko porządnej szpilce, bo to ona robi efekt zabójczo długich, smukłych nóg. A nawet jeżeli szpilki, mnie swoją niewygodą pokonają, to zapowiadam Wam, że next time choćby tylko do zrobienia zdjęć, założę wysokie szpile.
Powód...same porównajcie zdjęcia, to poniżej było robione w szpilkach 8 cm, kolejne zdjęcia są z wesela w moich wcale niewygodnych szpilkach mikrusiach.

Zdjęcia pochodzą z sesji zdjęciowej,
kliknij TUTAJ, żeby przeczytać cały wpis.
  



Dziś wróciłam z wyjazdu i pierwsze co: poszłam biegać. Czy biegło mi się dobrze? Ani trochę. Pierwsze 2,5 km wygrałam ze swoim WEWNĘTRZNYM NIE CHE MI SIĘ, kolejne 2,2 km goniłam babcie na rowerze- hahhaha. Poważnie!! Nie mogłam zmotywować się do ponownego biegu, trik, który za wsze działał czyli mówienie sobie " dobiegnij tylko do następnego znaku" i przy znaku znów ten sam tekst " dobiegnij do następnego znaku" dziś nie zadziałał. Za to podziałał wyścig z babciami na rowerze, dobrze, że na trasie trafiłam na dwie takie rowerzystki.


Szkoda tylko, że

piątek, 23 maja 2014

Bieg- poznaj swoje limity.

Wczoraj zapowiadałam, że przełożę treningi na rano.
Nie udało mi się wstać, o zaplanowanej godzinie :( Śniło mi się, że mam dom z marmurów nad oceanem, na stole w gigantycznej kuchni czeka na mnie pyszne śniadanie. W
wielkiej szklanej misce są egzotyczne owoce, a na ogromnym porcelanowym talerzu sushi. Sorry, bieg nie wchodził w grę chciałam sobie jeszcze dalej pospać z tym cudnym snem.
Wybiegłam o 8:00 zachwycona temperaturą, było ciepło, wiał dość chłodny wiatr i co? Mary stwierdziła, że to idealne warunki na szybki bieg. Tak śmieszka ze mnie... już po 400 metrach, kiedy wbiegłam w zabudowę, wiatr znikł, a prażące słońce dosłownie zaczęło mnie topić.
Przy drugim km wiedziałam, że nie dam rady przebiec "na raz" 5 km i za maksymalnie 500 m kolejnych będę musiała się zatrzymać, bo inaczej zemdleję. Jak pomyślałam, tak zrobiłam.
Całe szczęście dla mnie na końcu tych 2,5 km był zalesiony skwer. Nigdy tak chyba nie doceniłam, chłodu dzięki cieniu drzew. Dałam sobie 10 minut przerwy na dojście do siebie, złapanie oddechu i powrót do mieszkania.
Kolejne 2,5 km
Powrót to był istny koszmar, słońce świeciło wprost na moja twarz, a ja walczyłam o każdy jeden krok, żeby biec dalej. Nie zależało mi na tempie, chciałam jednak wrócić za wszelką cenę biegnąc/ truchtając byleby nie był to chód. No kurde moim zamiarem było biegać nie chodzić! Poznałam swoje limity, mój organizm miał gdzieś moje plany, dobiegłam z dwoma przerwami na marsz.
Na koniec 15 minut z Chodakowską na brzuch.
Zapowiedź, znikam na 3-4 dni jadę na Mazury, do zobaczenia :)

czwartek, 22 maja 2014

Upał a treningi bleeeeeeeeeeee


Trzy tygodnie temu zmieniłam swój plan dnia i zrezygnowałam z porannych ćwiczeń, zdecydowanie łatwiej było mi ćwiczyć po południu. Godzina 18:00 to była moja "godzina ćwiczeń" ćwiczyło mi się rewelacyjnie, a nawet jak nie miałam nastroju, to podczas tej godziny miałam najwięcej sił.

Zdecydowanie wolę lato od zimy, ale przeskok z 14°C do upalnych 30°C w 7 dni, dla mnie termiczny szok. W mieszkaniu mam saunę, otwarcie okna powoduje wlanie lawy gorącego powietrza a wysoki w takich warunkach to istna szkoła przetrwania. 

Na zdjęciu możecie zobaczyć, że w dwóch dniach przykleiłam sobie pół małej gwiazdki, chcę wytrwać w postanowieniu 21 dni zmiany nawyku. Upał spowodował, że na samą myśl o treningu było mi źle. Jednak w głowie cały czas mi dzwoniło 21 dni, 21 dni, dlatego zrobiłam kilka ćwiczeń z 2 minutowym cardio, 50 brzuszków, 100 pajacyków i 50 pompek przy blacie kuchennym.  Jutro wracam do porannych treningów, w takie upały to popołudnie odpada. 


wtorek, 20 maja 2014

Wykorzystuj przypadkowe okazje jak najlepiej/ gościnnie AdBuster, Paulina Mikuła, Wardęga, Abstrachuje, Polimaty, Red Lipstick Monster, Łukasz Jakóbiak!



Szykujcie się na wyjątkową serię 4 filmów! Udowodnię Wam, że pod pojęciem szczęście nie kryje się nieprzewidywalny los. Jest wręcz przeciwnie, dzięki 4 prawom szczęścia na wyciągnięcie ręki będą pojawiać się kolejne okazje na twoją lepszą przyszłość!

Dziś odcinek pierwszy : wykorzystuj przypadkowe okazje jak najlepiej.

Książka Kod szczęścia obala magię pojęcia "szczęście"- czytając ją, dostajesz dosłownie gotowe "przepisy" na to co zrobić w życiu, żeby było Ci lepiej. Wpadłam na pomysł, żeby przetestować jej skuteczność na sobie. Tak, zgadza się, mówię o kolejnym eksperymencie na sobie. Z rozdziału na rodział zdałam sobie sprawę, że niektóre moje zachowania przybliżały mnie do celu, a niektóre wręcz od niego oddalały.
WYGRANA TO KONSEKWENCJA DZIAŁANIA. W swoim eksperymencie postanowiłam częściej brać udział w konkursach, rezultat mogłyście usłyszeć w filmie. Przyznaję całkiem nieźle to wygląda :D
Zawsze twierdziłam, że trzeba mieć mega szczęście, żeby wygrać w konkursach! Brałam w nich udział sporadycznie, dopiero historia o kobiecie, która wysyła w ciągu roku dziesiątki zgłoszeń konkursowych, przekonała mnie, że to wcale nie szczęście, wygrana to konsekwencja działania.

A teraz same zdecydujecie czy to przypadek. mam rozpiskę ponad 50 kolejnych motywacyjnych poniedziałków. Ich kolejność zmieniła się, przez konkurs Hoop Coli z Polskimi gwiazdami YT. Podczas castingu uczestnicy mieli zaprezentować tematykę swojego kanału. Idea konkursu idealnie wpasowywała się w tematykę dzisiejszego filmiku, chciałam poprosić jury, żeby zachęcili Was do wykorzystywania pojawiających się możliwości. Tak opowiedziałam o kanale, tak zrobiłam też coś nietypowego podczas castingu, tak kompletnie pod wpływem emocji zapomniałam o swoim pomyśle i nagraniu jury! To AdBuster zapytał mnie na koniec czemu trzymasz aparat w ręce, po kilku sekundach od tego pytanie trzymałam wciśnięty przycisk nagrywania- woo hoo! Dzięki AdBuster!

Nie udało mi się zrobić zdjęcia z wszystkimi, niektórzy zdążyli wyjść, kiedy ja byłam zajęta spuszczaniem powietrza z czegoś (czego? dowiecie się w swoim czasie). Zdjęcia zrobiłam sobie z Markiem Hoffmannem, Pauliną Mikułą, Sylwestrem Wadręgą, Radkiem Kotarskim, który mam nadzieję, że casting wspomina dobrze :P





niedziela, 18 maja 2014

Dzień po warsztatach -jak się czuję?

Nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego jak się cieszę, że wcześniej codziennie ćwiczyłam przez 10 dni. Wcześniejsze treningi zaprocentowały formą i dzisiaj mam się całkiem nieźle.
Przyznaję siadanie, wstawanie, wchodzenie i schodzenie ze schodów nie jest moją ulubioną teraz czynnością , jednak  daję radę.
Wczoraj przed snem porozciągałam się 15 minut, jak tylko opublikuję ten wpis to odpalam sobie jogę z Jillian Michaels i przykleję kolejną gwiazdkę - woo-hoo!
 

A teraz zapowiedź ma mega ekstremalnie motywacyjny poniedziałek! do jutra dziewczyny!


sobota, 17 maja 2014

4 treningi- warsztaty Ewy Chodakowskiej w Warszawie

Dokładnie tak! 4 treningi w niecałe 4 godziny! Trzy z nich zrobiłam na 90% możliwych swoich możliwości, jedynie zumbę sobie odpuściłam i zrobiłam ją na poziomie 30%- ja nie lubię tańczyć, zumba mnie męczy, kocie ruchy to nie mój klimat, zawsze gubię się w ruchach, za to świetnie odnajduję się w treningach Ewy, Puzla i Tomka.

Tak się zastanawiam, czy mogę na swoją harmonijkę z licznikiem moich treningów z powodu dzisiejszych warsztatów nakleić aż 3 gwiazdki?!


Jestem przeszczęśliwa, że spotkałam ponownie Gosię, którą poznałam na ostatnich warsztatach u Ewy, jak również jestem przeszczęśliwa, że dziewczyny, biorące udział w warsztatach Ewy, które mnie poznały przywitały się ze mną- wspaniale było Was poznać ! 


Moje wrażenia:
1) nigdy wcześniej nie miałam tak mokrych rzeczy- nawet po bieganiu! Stanik, koszulkę, majtki i leginsy można było wykręcać!
2) cudownie, że sala była klimatyzowana, dzięki czemu komfort ćwiczeń był bardzo dobry
3) z pragnienia wypiłam całą butelkę 1,5 wody do ostatniej kropli
4) trening Ewy Turbo Killer to jakaś miazga człowieka, absolutna miazga, po 6 rundzie walczysz z samą sobą, żeby wytrwać do końca

5) Uwielbiam treningi Puzla, podział uczestniczek na dwie grupy, gdzie  jedna dopinguje drugą wykonującą ćwiczenia jest mega pozytywny
6) Nauczona błędem braku jedzenia na ostatnich warsztatach, gdzie ratowała mnie i częstowała Gosia, dziś byłam przygotowana w 100%. Nawet dwa razy się nie zastanawiajcie, czy brać jedzenie, oczywiście, że brać! Takiego wysiłku nie da się wykonać na pusty żołądek.
7) Tomku, Tomku, Tomku Ty i to twoje tempo to jest dla mnie

piątek, 16 maja 2014

Cisza i spokój przed burzą

W ten ponury dzień potrzebowałam
dodatkowego kopa

Dziś spokojnie, bo staram się kumulować wszystkie siły przed sobotą. Sądzę, że jutro spalę spokojnie od 1500- 2250 kalorii oczywiście ze swoją ulubienicą. Wiecie o jakim event'cie piszę?
Prośba do Ciebie, jeżeli też będziesz uczestniczyć w warsztatach  i mnie rozpoznasz to proszę podejdź i przywitaj się się ze mną, z przyjemnością Cię poznam :)
Zaraz zabieram się za rozplanowanie co wziąć ze sobą do jedzenia, ostatnio popełniłam błąd i wzięłam niewiele, praktycznie ostatniego treningu nie przećwiczyłam bo nie miałam sił i energii, teraz będę przygotowana na uzupełnienie braków spalanych kalorii.
Rano zrobię hummus, sałatkę z kurczaka , wezmę też ze sobą batonika, banana i jabłko, orzechy wymieszane ze słonecznikiem, butelkę 1,5 l wody. Połowę sałatki zostawię sobie na koniec warsztatów jak będę wściekle głodna. Nie mogę się już doczekać!

Model look i po krzyku, mega relaks :) dzień 10!

czwartek, 15 maja 2014

Przed zachodem słońca taniec z gwiazdami


Coś w tytule mi się pomyliło, oczywiście chodziło mi o trening z gwiazdami :D
Tak, proszę państwa dzień 9 za mną! woo-hoo!
Część z Sadowską to niezły kawałek cardio, nie wiem jak ona wytrzymała to tempo tak grubo ubrana?
W dniu dziewiątym cieszy mnie fakt, że już rano myślę o treningu, ale nie w ten sposób:
łeeeee znowu przez 40 minut będę się męczyć
nie popadam też w przesadny entuzjazm
yeah! yeah! 40 minutowy trening!!!
Jest to raczej umiarkowana ekscytacja- przez 40 mniut chodzi tylko o mnie i o moje pokonywanie strefy komfortu, chodzi o coś jeszcze- ale to już materiał na filmik YT.

 

środa, 14 maja 2014

Spokojny dzień- Skalpel, paznokcie,film i paczka z sukienką- tylko czy pasuje?


Wczoraj biegnąc czułam, że moje ciało mówi do mnie: take it easy girl! Czułam, że kilka dni intensywnych treningów wymęczyło moje mięśnie. Wcześniej ćwiczyłam 4 dni i jeden dzień przerwy, i znów 4 dni i jeden dzień przerwy itd.
Świadomie chcę ćwiczyć przez 21 dni pod rząd, chodzi mi o wyrobienie nawyku. Nie chcę zajechać mięśni, nie chcę tez obrzydzić sobie ćwiczeń więc jak to wszytko ze sobą pogodzić.
Poczułam zmęczenie, zrozumiałam, że przyszedł dzień na spokojniejszy trening. Wybrałam skalpel tu nie ma cardio choć i tak się zgrzejesz. Postawiłam dziś na jakość i dokładność ćwiczeń, nie goniłam Ewki, doprowadzałam do perfekcji każdy ruch, w pewnym momencie poczułam się jakbym była na zajęciach jogi.
                                                                                 
Ćwiczenia mnie zrelaksowały i wyciszyły.

Do pełni szczęścia potrzebowałam dziś oglądnąć (oglądnąć regionalizm małopolski a ja jestem z Krk klik) jakiś film, rzadko czytam i oglądam coś dwukrotnie, jednak film "Julie and Julia" uwielbiam. W sumie to ja uwielbiam w nim grę aktorską Meryl Streep, czy też tak jak ja chciałyście po tym filmie kupić książkę: Mastering The Art of French Cooking. Ja cały czas się waham, lubię proste przepisy a te Julia'e Child wydają się bardzo skomplikowane. A może któraś z Was kupiła książkę i próbowała coś z niej już ugotować, udało się, było pysznie?
Film się skończył, czas zabrać się za blogowanie. Nie wiem jak inni blogerzy, ale widok pustego okna posta zawsze wywołuje u mnie podekscytowanie.

Dzisiaj kurier przyniósł zamówioną sukienkę w rozmiarze 36! i

wtorek, 13 maja 2014

Skup się na zadaniu, ucisz swoje ego


Dzień 7 zmagań z wyrobieniem nawyku. Bieg zaliczony, czas poprawiony o 47 sekund w porównaniu z poprzednim razem. Zawrotnych prędkości to ja nie osiągam. jednak przypominam, o tym, że na Świętach dość konkretnie gruchnęłam na kolano. Rana może i nie jest jakaś rozległa, jedna stłuczenie już było konkretne. Nadal czuję ból jak na nie klękam, co prawda coraz delikatniejszy, ale chyba rozumiecie, dlaczego nie chcę kolana teraz idiotycznie forsować. Daleka jestem od nabawienia się zbędnej kontuzji. Moim założeniem podczas takiego wolnego biegu jest zakaz przechodzenia do marszu, zejścia w dół na wykresie to puszczone luzem warczące psy- grrrrr!!!!!!!
Po biegu jeszcze poćwiczyłam z Ewą 15 minut brzuch, zaczynając od serii trzeciej jest najtrudniejsza i wolę ją robić w pierwszej kolejności.


Czas na motywację.
Skup się na zadaniu, ucisz swoje ego.

poniedziałek, 12 maja 2014

Trzeba ćwiczyć, bo w sukienkę za 12 dni trzeba będzie się wcisnąć



Dzień 6 wyrabiania nawyku, ćwiczyłam Killera. Gdyby ktoś podłączył się do moich myśli podczas treningu, stwierdziłby, że mam schizofrenię, mniej więcej dialog w mojej głowie wygląda tak:
- masakra, nie dam rady
- dasz radę, idzie Ci świetnie
- już nie mogę
- tempo rewelacja oby tak dalej
- mam już dość
- to dopiero 7 minut, wytrzymaj do połowy
- jest połowa kończę, jutro za to będę ćwiczyć dwa treningi
- została połowa ćwiczeń, daj z siebie wszytko itd.

Normalnie wielozadaniowość przez 40 minut nie tylko ćwiczę, walczę też z negatywnymi myślami. Dziś znalazłam na nie bardzo skuteczny sposób. Skupiam się na danej chwili, nie na tym jak bardzo jestem zmęczona i jak ćwiczenie jest wymagające kondycyjnie. Skupiam się na 100% pracy zaangażowanych mięśni, wizualizuję ich napięcie, ze zdziwieniem stwierdzam, że dzięki temu bardzo szybko dzisiejszy trening mi zleciał, choć pierwsze 7 minut było koszmarne. Może u Was ta metoda również się sprawdzi.

Trzeba ćwiczyć, bo w sukienkę za 12 dni trzeba będzie się wcisnąć. Ja wiem, że to

niedziela, 11 maja 2014

Nocna gimnastyka z 1 kg ciężarkami


Na dobranoc słów kilka, pomimo późnego powrotu do domu, kosztem wyspania (bardzo możliwe, że kiedy budzik zadzwoni rano będę tego żałować) trwam w postanowieniu wyrobienia nawyku: dzień 5=  trening zakończony. 

40 minut ćwiczeń model look, połowę z nich zmodyfikowałam, moja zielona piłka uzależniła mnie od siebie i teraz nie wyobrażam sobie treningu bez niej.

Dobranoc, uciekam spać 

sobota, 10 maja 2014

Wyjątkowa sobota Bieg 5,5 km; kawa z Łukaszem Jakóbiakiem i kręcenie ul. Chmielnej

Dzień 4 zakończony 5,5 km + 10 minut brzuszków z Ewą. Bieg był nieplanowany... a jednak pobiegłam, zmieniłam swoje nastawienie do biegania po komentarzy Ekocentryczki klik napisała mi:
Jak jest ładnie idę biegać nawet jak w planie było coś innego.
Miałam co innego zaplanowane, chciałam Petardę poćwiczyć, wieczór ciepły poskutkował ubraniem butów biegowych. Dystans 5,5 km po długiej przerwie, bez muzyki (jak ja mogłam zapomnieć słuchawek) to było wyzwanie. Całą trasę skupiłam się na wizualizacji pracy mięśni brzucha i nóg- dzięki temu czas zleciał mi dużo szybciej. 

A wiecie co jeszcze dzisiaj się wydarzyło?
Byłam na kawie z Łukaszem Jakóbiakiem, no dobra doprecyzuję nie sama :] Łukasz zaprosił swoich followersów na kawę do Starbucksa, kto miał czas o 10:00 mógł wpaść na kawę. Świetnie się rozmawiało, sporo można było dowiedzieć się o kulisach programu, Lukasz w rozmowie motywował do działania i jak możecie się domyślać jako osoba, która kręci motywacyjne poniedziałki bardzo wsłuchiwałam się w jego słowa.


Myślałam, że dłużej zajmie Wam rozwiązywanie zagadki zdjęciowej. Jak się myliłam, wystarczyło dosłownie kilka sekund na udzielenie poprawnej odpowiedzi - Gratulacje @justka83w @basiapren @Ilovefit @IFELTlove , następnym razem, będę pokazywać fragment kolana albo ust to może wtedy stopień trudności będzie wyższy -hahaha

Zaraz po spotkaniu z Łukaszem,

Nocny trening- czyli relacja z trzeciego dnia wyrabiania nawyku


Aj przyznać się ile z Was myślało, że poległam???
Przyznaję, że i sama dziś w siebie zwątpiłam, późno wróciłam do domu i dokładnie o 23:15 mega senna odpaliłam Ewkę Skalpel 2- polecam dla nocnych marków, sąsiedzi będą słodko spać, bo trening można wykonać bezszelestnie. I nie myśl sobie, że się nie spocisz, jak utrzymasz tempo Ewy i będziesz robić ćwiczenia dokładnie napinając mięśnie z całych sił, krople potu pojawią się na twoich plecach i nogach. 
Mam ogromną satysfakcję z wykonanego treningu, pomimo zmęczenia dałam z siebie tyle ile mogłam. Po wzięłam prysznic i jeszcze grzecznie zrobiłam masaż antycellulitowy na udach (skrócony 5 minutowy).
Teraz z jednym okiem zamkniętym pisze do Was, dzień trzeci zaliczony.
Tak prezentuje się moja harmonijka treningów. 

A i jako ciekawostkę dodam, kilku miesiącach wiszenia kartki z mężczyzną przynoszącym śniadanie do łóżka doczekałam się takiego śniadania tydzień temu- było pyszne i jak zawsze potrzebuję dłuższej chwili, żeby otworzyć oczy, tak na widok kanapek od razu przeszłam do siedzenia po turecku :)

Tu znajdziecie szczegóły, o których piszę:

czwartek, 8 maja 2014

Daję sobie zielone światło na własny trening

Nie mogłam zdecydować się, z którą płytą Ewy dziś ćwiczyć, dlatego przez 30 minut ćwiczyłam przeplatane cardio z ćwiczeniami na piłce na zakończenie 15 minut ćwiczeń na brzuch z tą nową płytą Ewy.
tak wiem! miednicę powinnam mieć na środku piłki,
ale musicie wziąć poprawkę, że ustawiłam aparat na samowyzwalacz
biegłam do piłki, wgramoliłam się na nią, nie przewróciłam się i zaczęła machać nogami,
żeby uchwycić ruch- sporo jak na 10 sekund także luzior perfekcyjne.

Dziś wyjątkowo dobrze mi się ćwiczyło! Może to przez ten piękny zielony kolor piłki; zieleń będzie dominująca w tym wpisie :)
Jak to się stało, że rozstałam się z piłką w swoich treningach i to na rok!? Uwielbiam na niej ćwiczyć.
Bieg jeszcze przez tydzień sobie odpuszczę, po tym jak rozwaliłam sobie kolano na święta nie chcę go męczyć zbyt szybko intensywnym "użytkowaniem". Nie chcę też leżeć na kanapie, może nie ćwiczę teraz na 100% swoich możliwości, ale przynajmniej coś robię. Skupiam się teraz na pośladkach, brzuchu i ramionach.
Na zdjęciu powyżej, możecie zobaczyć moje ulubione ćwiczenie na pupę działające wbrew prawu grawitacji- to natychmiastowy lifting dla pośladków. Ćwiczenie wykonuje się go tak jakbyś pływała, szybkie ruchy napiętych po same końce kierunek: góra dół, góra dół. Powtarzasz do momentu, aż czujesz jak wszytko Cię pali, robisz 5 sekund przerwy i kolejna seria; tak właśnie urozmaicam sobie oglądanie YT w tym tygodniu.

Na Facebooku Gosia zapytała o recenzję płyty z ćwiczeniami na brzuch Ewy, może ktoś jest jeszcze zainteresowany, jeśli tak to zapraszam do czytania dalej.

środa, 7 maja 2014

Chodakowska mać!

Codziennego dziennika nie mogę obiecywać, za to przez kolejne 21 dni >>>( tak, tak chodzi o wyrobienie nawyku) chcę publicznie rozliczać się z wykonywanych treningów. 


W projekcie Cel: płaski brzuch zaznaczyłam wyraźnie, że trenować będę głównie z Ewą.

Obecnie skupiam się na jak najlepszych technicznie wykonywanych ćwiczeniach, jak już to opanuję i będę pewna w 100% wykonywanego ćwiczenia to popracuję nad tempem.
Dziś na myśl o szybkich burpees robi mi się niedobrze- bleee. A to przecież jedno z lepszych ćwiczeń, przy którym pracuje całe ciało- ciekawi mnie czy

Jak z pytania DLACZEGO, stworzyć pytanie: CO TERAZ MOGĘ ZROBIĆ?



Coś Ci się nie udało? Zaczynasz wieli osąd swojej osoby, przestań to robić i to w jednej sekundzie. Krzyki, żale, smutek jedynie pogorszą twój nastrój i samoocenę, przez co będziesz jeszcze bardziej nieefektywna. Zamiast tego zastanów się jak można uratować sytuację, a jak się jej nie da już uratować, to co powinnaś w ciągu kilku minut, godzin, dni miesięcy zrobić aby zacząć działać. 
Siedzenie w kącie zaprowadzi Cię donikąd, za to działanie nawet małymi krokami zawsze zaprowadzi Cię naprzód.


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...