środa, 1 maja 2013

I used to be a good blogger then I moved to

I used to be a good blogger then I moved to :




I co mi się w tej Warszawie stało?
Moje poukładane życie z dnia na dziej rozsypało się w małe kawałeczki, a ja z dnia na dzień stałam się sfrustrowaną nieszczęśliwą Mary :(
Piszę ten post dla siebie, bo chcę znów wrócić do swojej oazy spokoju i zapanować na swoim życiem na nowo; poukładać go tak jak sobie tego życzę. Piszę też post również na Ciebie jeżeli jesteś sfrustrowana otaczającą Cię rzeczywistością i chcesz zmian, jednak trudno Ci się do czegokolwiek zmobilizować to zapraszam, bo przez najbliższe kilka miesięcy mam zamiar doprowadzić się do porządku i może niektóre techniki, działania, które opiszę/omówię przydadzą się i Tobie.

Obecny swój stan psychiczny oceniam na kiepski. Na co dzień staram się być optymistką, jednak z przerażeniem stwierdziłam, że to tylko maska, a tak naprawdę w środku gotuję się z wściekłości na to co się dzieje ze mną i na rzeczywistość, która mnie otacza.

Czas się wyżalić!
Warszawa
Przez najbliższe miesiące nie zamierzam się rozpisywać na jej temat, bo na dzień dzisiejszy kojarzy mi się bardzo źle- delikatnie mówiąc.... Jeżeli jesteś warszawianką to przepraszam Cię bardzo, ale zaraz napiszę kilka gorzkich słów o tym mieście (warszawiaku pamiętaj na razie jestem wszystkim poirytowana dlatego tak ostro opiszę Warszawę wytrwaj jednak do końca posta opiszę też kilka pozytywów Wwy, a może za kilka mc przekonam się do tego miasta). Teraz jako frustrat wyrzucę z siebie co mnie najbardziej wkurza. 
Warszawa pędzi, dosłownie galopuje. Tu się nie chodzi a biega. Nagram Wam kiedyś stację metra Centrum i schody ruchome oraz przejście podziemne centrum to zrozumiecie o czym mówię, na chodnikach wcale nie jest lepiej.
Warszawa śmierdzi- z przerażeniem patrzę na zbliżającą się pogodę i myśl o bezdomnych w środkach komunikacji miejskiej- już teraz ich "zapach" czyt. smród konkretnie uprzykrza podróż.


Taki widok to codzienność + syk otwieranej puszki. Jak żyję to nie widziałam takiej patologii w innych "cywilizowanych miastach Europy" i błagam niech nikt mi nie pisze, że przesadzam, bo przesada to jechać w towarzystwie 5 bezdomnych opróżniających w zawrotnym tempie puszki piwa.
Warszawa jest przeludniona ?!?!? a może mało inteligentne osoby odpowiedzialne za komunikację podwyższając ceny biletów zmniejszają liczbę pociągów (ewentualnie ich długość), tramwajów, autobusów.
Sorrry ale płacąc pół tysiąca złotych co 3 miesiące


chciałabym skorzystać z czegoś takiego jak "miejsce siedzące"....w pociągu..... niestety 90% czasu w szybkiej kolei jadę w takim ścisku.



Koniec z wyimaginowaną depresją.
Jako krakusek mieszkający w centrum miasta, chodzący wszędzie  pieszo, ewentualnie korzystający ze środków transportu miejskiego, gdy jechałam na koniec miasta fatalnie się czuję w gigantycznej pędzącej Warszawie. Szok kulturowy ( tak nazwijmy mój obecny problemik) dał o sobie znać we wszystkich strefach mojego życia. Ucierpiał na tym mój związek, moje relacje ze znajomymi, mój wewnętrzny spokój, przytyłam co można zobaczyć na tym krótkim filmie mój brzuch wygląda masakrycznie. bleeeee jak on się przelewa :(



Ech po tym cudnym ciałku zostało tylko wspomnienie ( stare czasy jak blog nazywał się mjkvshape) hlip hlip a przecież byłam to ja!!!! tym bardziej czekajcie na moją transformację!




A co najbardziej doprowadza do szału u siebie to niedotrzymywanie obietnic. Same prześledźcie moją aktywność od stycznia i ilość obietnic, których nie dotrzymałam.... włącznie z vlogowaniem.
ostatnie cztery miesiące mojego życia zlały się w jakąś bryję nic nie pamiętam oprócz swojego narzekania, krzyku, niezadowolenia, braku czasu, irytacji o wszytko i o nic, ogólnego rozdrażnienia tłumaczeniem, że jestem niezadowolona, bo wstaję rano i wracam późno do domu i brak mi czasu dla siebie i swoich pasji i takie tam inne żale dzień w dzień, zagryzane chipsami przed monitorem komputera.

Super wyjściem byłoby teraz z siebie zrobić ofiarę i powiedzieć depresja! depresja! depresja mnie dopadła, nie mam siły na działanie, jestem wiecznie zmęczona, nie widzę celu w życiu, wszytko jest takie mdłe. bla bla bla bla. I cieszę się, że od tygodnia zaczyna we mnie budzić się stara fajna Mary, która dostaje konwulsji na słowo depresja. Może wywołam tu pewną kontrowersje, ale bardziej wyssanej z palca bajeczki i nazwaniem swojego lenistwa chorobą depresją to nie znałam i nie poznam. Jest to zajebista wymówka frustratów, którzy obecny stan rzeczy i swoje nieróbstwo oraz robienie z siebie ofiary ukrywają pod chorobą. Sorry ale obraz leżącej mnie w ciemnym pokoju, użalającej się nad sobą i patrzącej na innych korzystających z życia średnio mnie kręci.

Frustrat a rzeczywistość
I jak czytasz uważnie ten wpis to może zauważyłaś/eś jak frustrat interpretuje rzeczywistość piszę tu o nikim innym jak o sobie.
Świat otaczający mnie jest do dupy.
Nie mam czasu- praca i dojazdy mnie wykańczają więc nei mam ochoty na nic więcej.
Jem źle, bo nie chce mi się stać nad garnkami. 
Marudzę.
Zrzucam winę za swoje niepowodzenia  na trzecie osoby.

Prawda jest taka, że owszem Warszawa jest kompletnie innym miastem od Krakowa, jednak co najważniejsze daje pracę w trybie natychmiastowym, czego absolutnie nie można powiedzieć o Krakowie. 
Miałam to szczęście w Krk, że praca znajdowała mnie sama, jednak z opowieści moich znajomych to tak różowo nie jest i niektórzy normalnej pracy nie mogą znaleźć nawet przez 3 lata. 
A jak jest z Warszawą. Moja odpowiedź tylko leń nie znajdzie pracy w tym mieście, mi znalezienie pracy zajęło 2,5 tygodnia i to w grudniu !!! czyli niby w najtrudniejszym okresie na koniec roku.

Lekcja pierwsza w odnalezieniu radości
Znajdź pozytywy obecnej sytuacji i doceń to co masz.
No to zaczynamy.

W końcu widzę swoją połówkę codziennie! Mieszkając w Krk przez ponad 2 lata mieliśmy z moim K. związek na odległość.
Mam pracę! ( a dokładniej dwie prace, bo mam to szczęście, że kontynuuję pracę z Krakowa w oddziale warszawskim) Robię to co mnie interesuje, co więcej jej wyniki mogę zobaczyć w realnym świecie, rozwijam się, sporo czasu piszę po angielsku czego wielki nie robiłam i sprawia mi to dużą satysfakcję oraz zmusza do szlifowania tego języka.
Mam piękne mieszkanie! Co prawda tylko w 30% urządzone, ale każdy kolejny zakup cieszy i zbliża do efektu końcowego tzw. house tour przewiduję na grudzień. Jestem bardzo wybredna jeżeli chodzi o meble.
Dzięki audiobookom rozwijam się! Także te 4 godziny dziennie w środkach komunikacji miejskiej nie są marnotrawione.
Mam świadomość tego jak ważne jest zdrowie! I co tydzień mam zamiar spotykać się z Wami u siebie na YT z doniesieniami jak idzie mi w zwalczaniu wyżej pokazanego obleśnego sadła na brzuchu!
Mieszkam w Stolicy!!!! Może komunikacja miejska nie jest mocną stroną tego miasta, jednak trzeba przyznać rynek pracy to jest obłęd, normalnie można przebierać w ofertach to raz a dwa.... Ludzie ile tu się dzieje!!! często ciężko dokonać wyboru na co się zdecydować i już niedługo relacja z warsztatów AcroJogi.

Złoty środek
Cóż muszę odnaleźć się w nowej rzeczywistości, mieszkam w Warszawie i w niej pracuję, mam ograniczony czas i niestety wiem, że nie będę mogła udzielać się na blogu tak często jak kiedyś. Najbardziej tęsknię za wspólnymi rozmowami w komentarzach- może za kilka miesięcy jak dorobię się lepszej komórki, z której będę w stanie odpisywać na komentarze wrócę do bliższych kontaktów z Wami. Dziś muszę znaleźć złoty środek, zadowolić i siebie i Was. Także na dzień dzisiejszy wracam, Wy będziecie śledzić moje zmiany, ja mam nadzieję, że którąś z Was zachęcę i zmobilizuję do działania- jak dla mnie brzmi całkiem smakowicie i na tyle zachęcająco aby znów zacząć żyć aktywnie!

W końcu ten blog nazywa się

AKTYWNE ŻYCIE 

Teraz już wiecie czemu nie pisałam. Jak miałam motywować innych skoro sama średnio byłam zmotywowana? Jak miałam pisać o zdrowym odżywianiu i treningach jak sama matę i hantle obchodziłam szerokim łukiem? Nie wspomnę już o junk foodzie, bo wyjdę na hipokrytkę...

Stawiam na aktywne życie, jak na filmie widziałyście mam nad czym pracować, obecny brzuch to jakaś masakra galaretkowaty flaczek. Nie chcę być nazywana Homerem!!!! o co mi chodzi...wersja ocenzurowana przeze mnie coby nie zgorszyć młodocianych poniżej.


44 komentarze:

  1. Trzymam kciuki za Twój powrót do zdrowego trybu życia! Cieszę się, że potrafisz dostrzec dobre strony przeprowadzki do Warszawy. Myślę, że Twoje złe odczucia związane z tym miastem wkrótce miną i może jeszcze pokochasz to miasto.. :)
    Powodzenia! Wierzę w Ciebie mocno!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za wiarę we mnie, dziękuję za wsparcie.
      Znając siebie to jak powrócę do dobrej formy wszytko będzie mi się wydawać cukierkowe i napiszę post w innym tonie.

      Usuń
  2. czekam na relacje z walki o samą siebie.. i głęboko wierze w Ciebie.. trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki! będę publikować mokre podkoszulki po treningach jako dowód rzeczowy . jeszcze raz dzięki za wspacie!

      Usuń
  3. No.. wyrzuciłaś z siebie to co miałaś... i to jest dobry początek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wyrzuciłam i czuję się milion razy lepiej! teraz czas na działanie i zmiany.

      Usuń
  4. o kurcze ale numer... nie myślałam, że tak Ci źle , ja marzę aby tam mieszkać ale po tym co przeczytałam , zastanawiałabym się bardzo długo.
    Bardzo się cieszę, że nie jesteś "ślepa" na to co się z Tobą dzieje ;))) Głowa do góry , będzie dobrze, trzeba poukładać "te klocki" ale równo !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też się cieszę, że dość szybko zauważyłam problem i zaczęłam naprawiać przegrzany system.

      Usuń
  5. U mnie się tak stało po 9 latach życia w Londynie. Nagle uświadomiłam sobie, jak to wszystko szybko pędzi, jak mało czasu zostaje dla mnie. Potem doszły ataki terrorystyczne, gdzie w drugim uczestniczyłam... Myślałam że się pozbieram, rozkazałam samej sobie się pozbierać i... uciekłam stamtąd. Nigdy tam nie wrócę, chociaz mam tam zarąbiste perspektywy, zwłaszcza, że w tym roku znowu wracam do UK.
    Mam nadzieje, że Tobie się jednak uda pokochać to wszystko! Trzymam kciuki Mary!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki ogromne za wsparcie. Ja życze powodzenie w UK oby teraz udało się znaleźć równowagę!

      Usuń
  6. a ja kocham Warszawę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja tez chcę ją pokochać, bo chciałabym tu kilka lat pomieszkać.

      Usuń
    2. ja też ją kocham:) lubię szybkie tempo, i rzeczywiście metro centrum to istna pogoń ale zdązyłam przywyknąć:) pamiętam, że początki były bardzo cieżkie - powodzenia!

      Usuń
  7. Zwolnij trochę i znajdź czas dla siebie. Znam dużo osób, które opuściły Warszawę właśnie z tego względu. Mam nadzieję, że znajdziesz szczęście i równowagę tam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mama nadzieję, że równowaga wróci szybko.

      Usuń
  8. Życie w Warszawie ma swoje plusy, ale tez ma swoje minusy. To samo dotyczy Krakowa. Mieszkałam 5 lat w Warszawie, mieszkam ponad 3 w Krakowie i utwierdzam sie w fakcie, ze na pewnym etapie życia (zwłaszcza na początku kariery zawodowej) warto mieszkać w Warszawie. Jednak będąc na etapie zakładania rodziny, Kraków zdecydowanie wygrywa dla mnie z Warszawa. Zawsze jest jednak coś kosztem czegoś. Jedyne co kompletnie mi nie odpowiada w Krakowie, to zanieczyszczenie powietrza, ale Warszawa tez pod tym względem nie ma sie czym chwalić.
    Są jeszcze inne piękne miasta w Polsce, w których pewnie żyje sie podobnie do Krakowa, chociażby we Wrocławiu czy tez w Gdańsku. Gdybym mogła wybierać, to wybralabym życie nad morzem. Horyzont mnie uspokaja ;)
    Mary, bedzie dobrze! Pokochasz Warszawę, znajdziesz swoje ukochane miejsca i przyjaciół. Ja za Warszawa tęsknię. Paradoksalnie za tym zgielkiem co mnie denerwował rownież :)
    Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bambi dzięki ogromne za ten komentarz!

      Moim marzeniem jest mieszkać nad morzem tak samo jak Ciebie widok wody mnie wycisza, a szum fal to istny stan zen :)

      Usuń
  9. Mieszkam i pracuję w Pruszkowie i przejście kilka km z punktu a do b? Spoko- jaki autobus w ogóle. Ale co dwa tygodnie mam zjazd w szkole i mimo że uwielbiam swoją uczelnie to mecze się strasznie sama Warszawa. Brud, szarość, wieczny ścisk i komunikacja miejska. Jeśli mogę to jadę do Krakowa i tam odpoczywam psychicznie:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dali czyli jest nas już diw, które dostrzegają problem z komunikacją, ech, dłuższe pociągi i i częstsze kursy rozwiązałyby trochę problem.

      Usuń
    2. Szczególnie jak raz odwolali pociągi na godzinę. Godzinę! Aha, czyli przepadnie mi kolos, dofadywanie się o odrobienie ćwiczeńw ttygodniu, wolne w pracy z dnia na dzień ( zlecenie). Kolejne balansownie nagragranicy cierpliwościby szefa. Na szczęście telefon do ojca i o 6:30 zawiózł mnie pod budynek, ale cholera mam rodzinke obok a reszta? Nieobecność i sorry. I usprawiedliwieniapociągu nic nie dają. Niby dorosłe życie ale przecież nie o tol chodzi żeby o 3 w nocy do szkoły jechać po pociąg odwołaja...

      Usuń
    3. Dali nawet mi nie mów, miałam to samo w zimie, kompletnie wyziębiona wpadłam do firmy i chyba nikt nie zwrócił mi uwagi, bo wściekłość jaką miałam wypisaną na twarzy odstraszała wszystkich- niestety musiałam zostać 1h dłużej, żeby odpracować spóźnienie. i tak jak mówisz, tłumaczenie się, że pociąg i tramwaj nic nie da, masz być w pracy od tej i od tej i nikogo nie interesuje jak się do niej dostaniesz. Dokładnei takie samo podejście powinniśmy mieć do komunikacji, płacę i ma przyjechac o tej i o tej, mam mieć miejsce siedzące, a że zima to nie jest jakiś kataklizm to również powinna byc komunikacja przygotowana na to aby w zaspach jeździć sprawnie i przez zaspy da się przejechać o to dowód http://www.youtube.com/watch?v=KJlTrLllWN4

      Usuń
  10. Mieszkałam 2 lata w Warszawie i nie zrobiła na mnie dobrego wrażenia. Na początku bardzo chciałam tam mieszkać, ale rzeczywistość okazała się inna od moich marzeń ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. CatherineK mam nadzieję się przekonać do Warszawy, zauważam jeden pozytyw o któreym zapomniałam wspomnieć w tym poście ( głownie dlatego, że emocjonalnie do niego podeszłam i skupiłam się na negatywach). Pozytyw zaskoczy, mnie osobiście to najbardziej zaskoczyło w Warszawie na wielki plus, chce jeszcze pobadać sprawę przez 2 mc i napisze o co mi chodzi.

      Usuń
  11. Zdradzisz jakich audiobooków słuchasz?
    Jeden dzień w Wawie to dla mnie max, więcej nie wytrzymam ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. audiobooki po angielsko o samorozwoju.

      Usuń
  12. No patrz! u mnie też był wczoraj wpis na temat Warszawy... wiem o co masz na myśli, ale ja odkryłam jej zupełnie inną stronę! głowa do góry!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w ścisku pociągu zawsze mam głowę do góry w poszukiwaniu tlenu- hahahhaha :) choć wiem, że nie o taką głowe do góry Ci chodziło. Bro licze, że niedługo odkryję dobre strony Warszawy.

      Usuń
  13. No faktycznie nie jest dobrze. Czytałaś Pawlikowskiej "W dżungli podświadomości"? Jeśli nie to koniecznie poczytaj. To aby zrobić w życiu porządek. Posłuchaj też pozytywnych afirmacji Bożeny Figarskiej. Powodzenia!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o podświadomosci to doktorat mogłabym napisać, właśnie ona mnie ratuje przed totalną załamką :)

      Usuń
  14. Widzisz, jako warszawianka od urodzenia się przyzwyczaiłam i wiem, że się da, ale trzeba złapać swój oddech, swoje miejsca, swoje metody na to miasto :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosiadło jesteś z Warszawy? koniecznie musimy umówić się na kawę, chętnie posłucham o dobrych stonach tego miasta, bo jak mam tu mieszkać jeszcze dłuższą chwile swojego życia to wolałabym spędzić je w większym entuzjazmie do tego miasta.

      Usuń
  15. wierzę, że się odnajdziesz w tym paskudnym dla Ciebie miejscu. Dbaj o siebie i wróć do zdrowego stylu życia!
    http://pretty-perfection.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja jestem warszawianka i wcale mnie nie urazily Twoje slowa - zgadzam sie w 100% !! ja z przerazeniem chodze po centrum miasta i jedyne co chce zrobic to jak najszybciej uciekac!! ale za to piekne zdjecie PKiN zrobilas :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. awww ciesze się, ze zdjęcie się podoba, koniecznie kiedyś musze zobaczyć basen w pałacu i widok z góry na panoramę miasta. To dopiero musi być widok!

      Usuń
  17. Warszawa faktycznie jest przeludniona, ale w okresie np. świąt Bożego Narodzenia czy w okolicy 1 listopada pustoszeje i wtedy można poznać ją od innej strony.
    Fatalnie, że masz tak daleko do pracy... Jeśli rzeczywiście spędzasz tyle czasu w komunikacji miejskiej to trudno się dziwić Twojej frustracji.
    Nie myślałaś, żeby np. zainwestować w jakieś małe auto? Czy droga do pracy wiedzie przez tereny, które rano "korkiem stoją"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak jak wynika z wcześniejszych wpisów przeprowadziłam się do Wawy niedawno i teraz skarbanką na pieniądze jest nasze mieszkanie, więc wizja drugiego autka musi poczekać. Co do pustego miasta podczas świąt, potwierdzam da się wypocząc jestem tego przykładem, zostałam na majówke w warszawie i puste miasto, gdy nie obijasz się w tłumie jest kompletnie innym miastem.

      Usuń
  18. Już podzielałam twoje zdania, po czym dotarłam do słów o depresji i stwierdziłam, że dalej tych głupot nie będę czytać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ciesze się, że skróciłaś swoje cierpienie i przestałaś czytać post w momencie gdy zaczął Cię denerwować.

      Usuń
  19. Cieszę się, że streściłaś co u Ciebie - bo zaglądam i zaglądam na bloga, a tu cisza od jakiegoś czasu.
    Trzymaj się, dasz radę!

    OdpowiedzUsuń
  20. Oj, dobrze znam temat przeprowadzki - takie duże zmiany powodują, że trzeba przez kilka miesięcy lepić sobie życie od nowa, od poszukiwań nowego warzywniaka i piekarni przez wynajdywanie nowych "swoich miejsc" po zupełnie nową organizację czasu. Dasz radę kobieto. Wierzę w Ciebie :) Na pocieszenie dodam, że Nowy Rok również przywitałam z piękną oponką, a nigdzie się nie przeprowadzałam, nic specjalnego się nie działo, po prostu się nieco zagapiłam. No i znowu walczę :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Uwielbiam Warszaawkę i marzę o tym by tam mieszkać! Tam tyle się dzieje, pracę można znaleźć szybko, jest tyle pięknych parków w których można biegać, relaksować się, a rowerem jak świetnie by się tam jeździło!!!
    Jestem pewna że z czasem pokochasz Warszawę i będziesz ją przedstawiała w samych superlatywach. Czekam na relację z walki o nową Mary :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Od prawie 10 lat mieszkam w Warszawie. Uwielbiam to miasto <3
    Na co dzień nie dostrzegam już tego wszystkiego o czym piszesz.
    Dlaczego? Pracuję na Muranowie i naprawdę sporadycznie zaglądam do ścisłego centrum, dojazdy koleją też już mnie nie dotyczą. Bilet o którym piszesz to 1 i 2 strefa więc stąd taki wielki koszt... Nie piszę tego by się czepiać, tylko by pokazać trochę inną stronę.
    Z opisu wynika, że Twoim podstawowym utrudnieniem jest duża odległość, którą musisz pokonać w drodze do pracy :-( Moje 30 min tramwajem, na które czasem marudzę, teraz wydaje mi się się całkiem przyjemne.
    Trzymam kciuki by udało Ci się w tym wszystkim znaleźć złoty środek :-)

    OdpowiedzUsuń
  23. Jeeeejku jak to dobrze, że znalazłam Twój wpis. Jestem strasznie przerażona bo czeka mnie wyprowadzka do Wa-wy za moim facetem. Też mieszkam w Kr-owie caaaałe życie i perspektywa zmiany na wa-wę nie za specjalnie mi się uśmiecha!!!.Zmiana pracy stylu życia, mało tego opłaty za wynajem i drożyzna stolicy. No wszystko mnie przeraża. nie wiem jak sobie dam radę jedyne co mnie trzyma to to że będę w końcu z swoim facetem codziennie a nie na odległość od 3 lat!!!!Mam nadzieję że tak jak i Ty w końcu polubię warszawę i zbiorę się w sobie. Pociesza mnie równiez napisany przez ciebie fakt że łatwo jest znaleźć pracę( i obym szybko ją znalazła). Życzę Tobie jak również sobie wszystkiego co najlepsze w nowym miejscu zamieszkania, może nie taki wilk straszny jak go malują :):)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz! To dla mnie ogromna motywacja, jednak komentarze nie związane z treścią wpisu będą usuwane.
Chcesz napisać do mnie prywatną wiadomość skontaktuj się ze mną przez facebook www.facebook.com/aktywnezyciemary

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...