poniedziałek, 3 grudnia 2012

Warszawa przywitała mnie śniegiem i mrozem

Czy takie przywitanie popsuło mi humor????
Wręcz przeciwnie!!!
Mam uśmiech od ucha do ucha! Przed chwilą podkręciłam grzejnik na poziom 4 i wpatruję się przez okno na pruszący delikatnie śnieg :)



Meruś pada śnieg, jest zimno a ty się cieszysz? Dobrze się czujesz? Odpowiadam: WSPANIALE. Ostatnie 7 lat zima była przeze mnie znienawidzoną porą roku, przez to, że mieszkałam w zimnej kamienicy, gdzie ogrzanie 120 metrów kwadratowych równało się astronomicznym rachunkom za prąd.  

cieszę się, że ten piec to już TYLKO wspomnienie!!!!!
W niektóre dni było tak zimno, że siedziałam na piecu- buhhahahha

Z resztą ludzi, z którą wynajmowałam to mieszkanie siedzieliśmy niestety w zimnych pokojach, temperatura potrafiła spaść nawet do 14 stopni (zobaczenie 18 stopni na termometrze, zawsze było witane gromkimi oklaskami). Zdarzało się, że rachunki za samo grzanie były w granicach 170 za 1 mc od osoby: rozumiecie ten absurd ( w tamtym roku tylko za luty samo grzanie zapłaciłam ponad 230zł!!!)! Prysznic brało się w 5 minut, przy temperaturze 9 stopni, a w kuchni gotowało się w kurtkach zimowych. buhahahahhahahahhahahaha. Kuchnia i łazienka nie były ogrzewane, ja graniczyłam z kuchnią i dlatego u mnie w drzwiach była zawieszona kotara- izolowała chłód od kuchni. Raczej nie jestem miłośniczką wieszania tkanin na ścianach jako ozdoby, na tym mieszkaniu była to walka o ciepło. Najlepszy "fun" mieliśmy, wracając po świętach BN  spanie w czapce, szaliku i rękawiczkach przy temperaturze 5 stopni przez 3 dni to była norma, dopiero po tych 3 dniach grzania temperatura wracała do "znośnej" ( znośnej to i tak zbyt duże słowo).
Wiecie co śmieję się tak głośno, że aż łzy mi lecą i jestem ciekawa, czy wierzycie mi w to co piszę, czy jesteście w szoku.. w ciągu najbliższego miesiąca komfort mojego życia zmieni się tak diametralnie, że aż zastanawiam się czy to sen czy to jawa.


Kilka słów o mieszkaniu w sercu Krakowa
Okej, żeby Wam do głowy nie przyszło współczuć mi w komentarzach, przez co ja przeszłam przez te lata mieszkając w Krk. Nie ma czego współczuć, to była moja bardzo świadoma decyzja. Było tanio, było blisko do centrum mieszkałam na ul. Długiej koło przystanku Pędzichów, i to było dla mnie najważniejsze, bo miesięcy zimowych było tylko cztery, jednak od 2 lat dały mi one nieźle w kość! Nie należę do typu dziewczyn, które sama określam mianem  księżniczek, dlatego na mieszkanie w kamienicy patrzyłam z przymrużeniem okiem, skupiając się na jego zaletach w tym najważniejszej lokalizacja- ta była obłędna!!!
Na rynek 7 minut
Do Galerii Krakowskiej 10 minut
Do PKP 14 minut
Do Basztowej Lot 5 minut a stamtąd można dojechać prawie wszędzie
Na Planty 5 minut
Oj będzie mi tego brakować, wszędzie chodziłam na nogach

same zobaczcie, gdzie mieszkałam i ile miałam do krakowskiego rynku
Poza tym w pokoju miałam super. Wielgachna kanapa, fajne meble genialnie odmalowane ściany. No może oprócz jednej fanaberii... zachciało mi się jakiegoś wzorku.... przez 4 dni efekt finalny wydawał mi się idealny. Po opinii mojej koleżanki, niestety jedyne co zaczęłam widzieć we wzorku to pokój dziecka- ech. Jednak ona nie znała symboliki tego "malunku" kiedyś Wam ją zdradzę :)
Zobacz jak tworzyłam swój malunek od 3:40 na filmie i zwróć uwagę jak krótkie miałam kiedyś włosy- totalnie inna Mary.



Zdjęcia z ostatniej nocy w moim życiu spędzonej na ul. Długiej w Krakowie. Spanie na materacu dmuchanym było oczywistością po sprzedaniu mojej wielgachnej kanapy i 90% moich mebli. Nie chcę starych gratów na nowym.


ostatnia kolacja

okno było tak wielkie, że zamiast zasłon wieszałam na nim  prześcieradła XXL
Po prawej widzicie ścianę, na której kręciłam filmiki

ta szafa była dokupiona przeze mnie, gdy przestałam mieścić się  ze swoimi płaszczami w normalnej szafie.
W Warszawie skorzystam z niej na chwile zanim zdecydujemy się jakie meble będziemy mieć w pokoju.

przewiezienie nieskładanego hula hoop okazało się nie lada  wyczynem
znienawidzona mozaika Ikeowskich luster, ćwiczenie przy takim łamaczu ciała było bardzo utrudnione.
Lustra kupiłam z przeceny i chyba dlatego nie udało mi się ich ułożyć prosto :(

Jeżeli kiedykolwiek ktoś będzie chciał wynająć mieszkanie w kamienicy niech liczy się z tym, że tam co chwilę będą jakieś usterki do naprawy i w zależności na jakiego właściciela traficie, naprawi je on szybko, albo Wy z dnia na dzień staniecie się hydraulikiem, ślusarzem, malarzem, elektrykiem, dekoratorem wnętrz. Obecnie umiem: wymieniać zamki, wymieniać bezpieczniki, które przy wkręcaniu nowych wydają takie dźwięki i iskry, że zastanawiasz się, czy za 3 sekundy, będziesz jeszcze żyć na tym świecie... uszczelnianie okien różnymi materiałami, tynkowanie ścian, kładzenie gładzi szpachlowej, malowanie, montowanie kołków rozporowych w ścianach, wwierty, składanie mebli, układanie paneli, podłączanie pralki, stworzeniem żaluzji na wymiar do okna, hydraulika nie ma dla mnie tajemnic itd. Jednym słowem szkoła życia!

Ale od dziś koniec z tym! W Warszawie remont mieszkania zostanie zlecony ekipie, którą będę osobiście doglądać.
No i najważniejsze, koniec mieszkania z kimś!!! Boju to będzie w tej całej wyprowadzce najpiękniejsze! Nareszcie upragniona cisza i spokój, łazienka zawsze wolna, palniki na kuchence tylko dla mnie, koniec z dzieleniem się lodówką. Koniec bycia budzonym nad ranem przez innych.

Jestem człowiekiem balansu. Dlatego od pracy oczekuję wiecznego wyzwanie, kontaktu z ludźmi (warunek konieczny), nietypowych rozwiązań, adrenaliny, ciągłego rozwoju, najwyższej jakości, komunikacji na wysokim poziomie, im więcej się dzieje tym lepiej itd, jednak jak przychodzę do domu jednego czego chcę i pragnę to spokoju i wyciszenia oraz ciekawego magazynu, spokojnej muzyki, nastrojowego światła, ciepła i wygodnego łóżka i lodówki wypchanej po brzegi warzywami, drinka, oglądnięcia dobrego filmu.
Jak widzicie jest we mnie ogień i woda.
Mary wasza warszawianka.

A czy Wy się gdzieś przeprowadzałyście? Opiszcie mi swoje historie!

74 komentarze:

  1. A ja zamieniłam Warszawę na Kraków :) Mimo mojej wciąż ogromnej miłości do Warszawy, to zdecydowanie bardziej komfortowo pod każdym względem mieszka mi się w Krakowie :)Też mieszkam w centrum, w kamienicy, ale po generalnym remoncie, więc nie muszę być konserwatorem we własnym domu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bambi jestem ciekawa czy Kraków Cię zaspokoi. Rynek, Kazimierz, Plany, Błonia i kilka parków może okazać się urokliwe tylko nie wiem czy to nie będzie po pewnym czasie dla Ciebie za mało.
      Wyremontowana kamienica wygląda pięknie, ba dowiedziałam się ostatnio, że niektóre załapały się na specjalny program inwestycyjny i zostało podłączone do nich miejskie ogrzewanie.
      zawsze się zastanawiałam, czemu właściciel nie chciał zrobić remontu i wynajmować tego mieszkania za 3 tysiące obcokrajowcom.

      Usuń
    2. Warszawa jest miastem stworzonym do robienia kariery i zdobywania doświadczenia zawodowego i dobrze! A Kraków uważam za idealne miasto po prostu do życia :)

      Usuń
    3. Kraków, głównie z uwagi na ekstremalnie zanieczyszczone powietrze jest najgorszym miastem do życia w Polsce. Co mi po Błoniach, skoro od długiego czasu powietrze jest tak złe, że nie wolno uprawiać sportów na zewnątrz, nawet spacerować? :<

      Usuń
    4. oczywiście masz rację, ale w Warszawie w centrum też nie ma czym oddychać. Ja liczę na to, że miasto w końcu coś zrobi z tymi spalinami, bo faktycznie pod tym względem jest fatalnie! Ale są inne aspekty życia, które osobiście mi to rekompensują z nawiązką :)

      Usuń
    5. Bambi Niecierpek ma rację z tymi zanieczyszczeniami, niestety Kraków położony jest w niecce. W zimie szczególnie są odczuwalne zanieczyszczenia, bo ludzie palą czymkolwiek w piecach i śmierdzi okrutnie do tego widoczność jest straszna
      http://krakow.gazeta.pl/krakow/1,44425,11027144,Skazani_na_smog__Krakowa_nie_da_sie_przewietrzyc.html
      http://wiadomosci.onet.pl/regionalne/krakow/smog-znow-pojawi-sie-nad-krakowem,1,4937425,wiadomosc.html
      to bardzo widac na budynkach. sukiennice niedawno były odmalowane a już sa zabrudzone, nie wspoinając o Mariackim on jeszcze 2 latat temu był ogniście pomarańczowy, bo go czyścili z czarnego koloru, sama zobaczysz jak teraz wygląda, no i moja kamienica jak się wprowadziłam była zielona odmalowana lekko brudna dziś praktycznie czarna.
      w lato przekłada się to znowu na ukrop, ta niecka działa jak patelnia, smażysz się w niej, strasznie jest gorąco szczególnie w okolicach rynku.

      Potwierdzam, że Krk ma urok jeżeli chodzi o puby, kafejki, tajemnicze zakątki na Kazimierzu ( choć niestety za dnia możesz być zszokowana jak jest zaniedbany). Polecam rejs do Tyńca statkiem i długi spacer później, Kryspinów jako relaks do wody raczej nie wchodź, a jak już wejdziesz nie zdziw się jak będzie koło Ciebie płynąć udko od kurczaka albo skórki od pomarańczy, ludzie mają problem z rozpoznaniem kosza na śmieci tak mi się wydaje....

      Bambi tak czytam co napisałam i stwierdzam, że niezłą antyreklamę zrobiłam temu miastu, fakty sa takie, że wszędzie doszukasz się czegoś co uprzykrzy Ci codzienne życie. Tu w Warszawie poraża mnie ilość ludzi i widoczne lansiarstwo (którego nie trawię i nigdy trawić nie będę, bo jest to dla mnie definicja buractwa), podoba mi się bardzo jednak, rozwój kulturowy tu dzieje się tyle, że aż trudno się zdecydować na coś, RYNEK PRACY, sporo zieleni, no a w Łazienkach warszawskich po prostu się zakochałam. Jeżeli Krk Ci się nie spodoba po kilku latach, albo zanieczyszczenia dadzą o sobie znac w twoim zdrowiu wyprowadzisz się.
      Ja Kraków uwielbiam za serdeczność i atmosferę, mam sentyment z dzieciństwa kazde wakacje spędzałam u swojej ciotki także nie jeden raz jeszcze do niego wrócę na weekend odpocząć.

      Usuń
    6. Mary wiem jakie jest w Krakowie powietrze, bo od dwóch lat jestem zapisana do newslettera http://www.malopolska.pl/Obywatel/EKO-prognozaMalopolski/Malopolska/Strony/default.aspx I dostaje mailowe prognozy zanieczyszczenia praktycznie codziennie. Jest to chyba największy minus mieszkania w Krakowie. Poza tym aspektam miasto wypada w rankingach niezwykle wysoko http://m.krakow.gazeta.pl/krakow/1,106511,11956190,Zarobki_i_jakosc_zycia_przyciagaja_menedzerow_do_Krakowa.html
      http://biznes.onet.pl/ranking-polskich-miast-zaskakujacy-zwyciezca,18858,4100584,1,fotoreportaze-detal-galeria
      Ponadto miasto żyje, sama przyznaj ile ludzi wieczorem kręci sie po ulicach, knajpki pootwierane, az przyjemnie jest wyjść. Nie wszędzie w Polsce tak jest. Przejdź sie w Warszawie w lutym po 20.00 w okolice Starego Miasta, to będziesz wiedziała o czym mówię.
      W Krakowie mieszkam 3 lata i myśle, ze to juz daje mi jakiś pogląd na to jak tu sie żyje. W Warszawie mieszkałam prawie 6 lat i tez wiem jak wyglada życie. Poza tym zawodowo jestem i będę związana z Warszawa, ale moim zdaniem spokojniej życie płynie w Krakowie, bez porównania. W stoilcy mimo, ze miałam samochód, mieszkałam 5 minut od metra, na starym Mokotowie tracilam kupę czasu na dojazdy. Życzę Ci abyś świetna prace dostała niedaleko domu, bo jeśli to bedzie np. Ursus, to codzienna trasa Zabki i inny koniec miasta może niestety po kilku miesiącach przestać Ci sie podobać.
      Lato w Warszawie to tez ukrop i topniejacy asfalt. Dlatego stram sie opuszczać zarówno W jak i Krk i letni czas spędzać na północy kraju :)
      Podkreślam raz jeszcze Warszawę uwielbiam, ale życie z rodzina zdecydowanie spokojniejsze jest w Krakowie :)

      Usuń
  2. gdzie mieszkasz? w sensie śródmieście, powiśle itd? :) tak z ciekawości pytam;) może kiedyś Cie spotkam na ulicy przypadkiem (i na pewno się przywitam;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zabki :)
      na bank się spotkamy, na mnie zawsze wiecznie ktoś wpada!

      Usuń
    2. Ząbki? Powiedzmy, że moje okolice. Jedyne co mi zostaje powiedzieć to powodzenia w pociągach (o ile planujesz nimi jeździć) ;).

      Usuń
    3. tłok??? czy o co come on? ech..

      Usuń
    4. Między innymi tłok, wejście do pociągu w godzinach szczytu, a zwłaszcza zimą, w Ząbkach graniczy z cudem. Ogólnie fajnie się podróżuje, przede wszystkim zimą ;), ale do wszystkiego można się przyzwyczaić. To tak Cię zachęciłam do podróży :D.

      Usuń
    5. buuuuuuuuuuu tego się najbardziej obawiam. Wykorzystam swoją szczupłość i będę się wpychać tam gdzie inni by się nie zmieścili ^^

      Usuń
    6. Jak nie będziesz jeździć przed 7 to powinnaś dać radę. Polecam się na przyszłość jako doradca do spraw przetrwania w pociągach ;).

      Usuń
  3. czemu się przeprowadziłaś? praca? :) Kraków to magiczne miasto, ale z drugiej strony Warszawa też mnie kusi, a w przyszłym roku idę na studia i nie mogę się zdecydować do jakiego miasta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. główny powód mój chłopak, kolejne mieszkanie i praca.
      Nie chcę się wypowiadać jeszcze o Warszawie za krótko tu jestem.
      Kraków uwielbiam i zawsze będę go dobrze wspominać.

      Usuń
  4. wszędzie śnieg a u mnie go nie ma;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a gdzie mieszkasz? Myślałam,że już w całej Polsce pada.

      Usuń
  5. W Toruniu też nie ma śniegu. Bardzo mi się podobał ten Twój rysunek na ścianie. Mój chłopak mieszkał raz w bardzo zimnej kamienicy, jak nocowałam u niego to minimum 2 kołdry:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zimne kamienice to masakra :/
      mi się podoba w przyspieszeniu malowanie.

      Usuń
  6. Ooo, mieszkam w Warszawie :) Jaka dzielnica? :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Moja siostra mieszka w Krakowie niedaleko Jubilatu, wiosna przyszła dla niej w momencie, w którym masło na blacie zaczęło rozmarzać. :) Ale lokalizacji i mieszkania i tak jej zazdrościłam. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehehhee coś o tym wiem. U nas dzwięk włacznej lodówki był czymś niezwykłym w ziemie, ona praktycznie od grudnia do lutego się nie właczała. :]] W sumie zupę i obiady trzymaliśmy na blatach w kuchni, były idelanie zakonserwowane chłodem :P

      Może swój młody wygląd tez temu zawdzięczam :P

      Usuń
    2. Coruja jak mi jeszcze powiesz, że twoja siostra miła widok na Wisłę to padnę...

      Usuń
    3. No nie, tak dobrze nie miała (a w sumie nie ma, bo teraz mieszka w tej samej kamienicy, tylko piętro niżej). Ja za to swego czasu mogłam pobiegać bulwarami, ale z Al. Pokoju. :)

      Usuń
  8. ja też mieszkałam w kamienicy... 3 lata mojego życia studenckiego... moje obserwacje są bardzo podobne, latem- mieszkanie niezastąpione, zimą- spędzałam w nim czas tylko jeśli musiałam... od dwóch miesięcy mieszkam w małym pokoju w akademiku, co też ma swoje plusy i minusy, w chwili obecnej kiedy siedzę w krótkim rękawku mówię "do kamienicy nie wrócę!", ale kiedy muszę gdzieś dojechać to wspominam te 3 lata z utęsknienie :) Wtedy pojawia się magiczny rachunek za gaz przed moimi oczyma i powtarzam "wolę spać w cieple pół godzinki krócej niż do tego wracać!" :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam teraz to samo! wolę w ciepłym siedzieć, jednak zauważyłam pierwszy minus wychodząc na zewnątrz odczuwam temperaturę dużo bardziej "agresywnie" jest mi strasznie zimno a dopiero -2 stopnie. Wychodząc z zimnej kamienicy aż tak chłodu nie odczuwałam, bo przeskok był tylko o kilka stopni- hahhaha

      Usuń
  9. jaki miałaś wysoki sufit (albo to tylko mylne wrażenie ; )). Ja przeprowadziłam się do Warszawy z mniejszego miasta, niestety mieszkam dość daleko do centrum, tak więc 2- godzinny powrót do domu w obrębie miasta był dla mnie nowością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo wysoki około 3,5 metra.
      To prawda powroty i dojazdy mogą uprzykrzyć życie w Warszawie. Ja już mam całą listę audiobooków, które chce, bo raczej w tym ścisku rozłożenie gazety byłoby niezłym wyczynem :)

      Usuń
  10. Ja również przeprowadzałam się z Krakowa do Warszawy ;) Niedawno minęły 2 lata odkąd mieszkam w stolicy...

    Kraków darzę ogromnym sentymentem, tęsknię za nim okrutnie momentami. Ale w żadnym wypadku nie żałuję wyprowadzki do Warszawy. Nowi ludzie, nowa praca, nowa szkoła. Nowe możliwości. Inny tryb życia. Nie nadążam za "pędzącą Warszawą", ale w sumie po co mam biec, skoro mogę iść powoli i podziwiać? :) Choć przyznaję, że czasem poddaję się temu pędzącemu rytmowi, czasem po prostu inaczej się nie da.
    Na pierwszy rzut oka Warszawa wydała mi się betonowym molochem. Brak krakowskiego klimatu, chociażby z Rynku czy Kazimierza, mocno doskwierał. Ale udało mi się i tutaj odnaleść takie "swoje" miejsca, do których uwielbiam wracać.

    W końcu, to tutaj znalazłam swoją Drugą Połówkę ;)) I to chyba najważniejszy dla mnie aspekt mojej wyprowadzki, chociaż przeprowadzając się tutaj zupełnie tego nie planowałam ani się nie spodziewałam :D

    Powodzenia w nowym miejscu :) Z Twoją energią i mega pozytywnym podejściem do życia na pewno szybko się tu odnajdziesz i zaaklimatyzujesz :)

    Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Asiu ogromne dzięki za wsparcie!!

      Asia a druga połówka z Warszawy czy tez przyjezdny, bo z tego co widze, to takiego prawdziwego warszawiaka trudno spotkać :P

      Tez miałam takie wrażenia jak Ty, gdy pierwszy raz przyjechałam do Warszawy na dłużej- ogromny moloch i wiecej nie powiem, chce zweryfikować swoje tezy i gdzieś za pół roku albo rok napisać jak ja widzę Warszawę z perspektywy osoby, która mieszkała w kilku miastach.



      Usuń
    2. Haha, to prawda, warszawiaka z dziada pradziada ze świecą tu szukać :D Ale udało mi się takich poznać, tak że nie trać nadziei ;)

      A moja połówka pochodzi spod Warszawy - Wołomin. Tak że "dojezdny", bo dalej tam mieszka, a pracuje w Warszawie ;)

      No to już się nie mogę doczekać Twojej opinii o tym mieście! :)

      Asia

      Usuń
  11. A ja mam takie inne zupełnie pytanie wypróbowałaś już może nową płytę ewy chodakowskiej? Bo zawsze jak wyszła płyta to zawsze była u ciebie recenzja a tym razem cicho.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo ujmując delikatnie to co o niej myślę jestem wkurzona.... dziś albo jutro post.

      Usuń
    2. chce ochłonąć, ale i tak będzie wyczuwalne moje poirytowanie !!!

      Usuń
  12. Mary, ten filmik gdy malujesz ściany jest tak pozytywny, że aż mi się gęba cała uśmiechała, od ucha do ucha. :D

    Wiem, że masz dużo pracy z przeprowadzką, ale pisz częściej. :D

    pzdr;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ciesze się, że Mary w przyspieszeniu wywołała pozytywne wibracje,
      w tym tygodniu postaram się pisać w miarę często :P

      Usuń
  13. ooo, na ulicy długiej, no proszę! A ja tak długo się zastanawiałam gdzie mieszkasz, bo często pisałaś np. o kleparzu i zastanawiałam się też czy Cię spotkam :)
    Przez rok mieszkałam na Al. Słowackiego, więc na Kleparz miałam "rzut beretem", na tramwaj też niedaleko, bo na Towarowy, do Galerii, na Rynek i na AGH piechotką :) Lokalizacja była idealna, naprawdę, chociaż na Alejach jest taki ruch, że przy otwartym oknie nie słyszałam dźwięku z telewizora :D Ja nie miałam problemu z usterkami. Choć mieszkanie było niewielkie (pokój połączony z kuchnią,łazienka) to było tak niewyobrażalnie zimno... W zimę drzwi wejściowe przymarzały, autentycznie był na nich lód! Ale za to mam wrażenie, że było tam całkiem bezpiecznie :) Chociaż pamiętam jak pewnej nocy słyszałam dziwne odgłosy, widziałam radiowozy, a na następny dzień okazało się, że była strzelanina i pościg na Alejach:o
    Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahhahahha czuję się jakbym rozmaiwała "ze swoją". Ta powiadasz lód w drzwiach, ja miałam uszczelnione okno jak tylko się dała, na parapet dawałam jeszcze koc i co koc przymarzał do okna i nie dało się go oderwać tak był skuty lodem. Sąsiad z góry nie uszczelniał balkonu, efekt miał zamarzniętą wodę w rurach w kuchni- buhahahhahahahah Dla ludzi z bloku to co piszę to abstrakcja, a moje tłumaczenie, że czynsz tani i lokalizacja, a warunki srogie tylko przez 4 mc nie działały. Kto nie mieszkał w kamienicy ten nie jak trudno wyprowadzić się z takiej lokalizacji.

      Ze strzelaniną miałaś ostro, u mnie sąsiad obrabował bank... zatrudnił się jako sprzątacz podpatrzył jak szyfr do sejfu i uciekł z gotówką, od 2 lat co chwilę był ktoś z policji, ze skarbówki i tak na zmianę.

      Usuń
    2. Ładnie historie macie w tym Krakowie :P nie ma co! :D

      Usuń
  14. Tez jestem z Warszawy. Mam o tyle dobrze,że mieszkam przy PKP Powiśle :) Niedawno się przeprowadziłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wow szczęściara!
      na wiosnę planuję zrobić wspólne spotkanie czytelników, może uda nam się poznać w realu.

      Usuń
  15. a widzisz ja to samo mialam w lublinie, przez rok czasu mieszkalam w mieskznaiu w ktorym w ziemie temperatura wynosila 15 stopni!! przy grzaniu na maxa! Koszmar! spadnie w dresach i bluzach polarowych brrr... Okropnosc wole swoje mieszkanko u mnie w miescie, zawsze cieplutkie ;)
    No i musze przyznac ze podobnie mam w pracy z tym ze u mnie wyglada to troche inaczej-lubie miec duzo do zrobienia, lubie jak ledwo koncze jedno zaczynam drugie, nie mam czasu na nude i spogladanie na zegarek! :D nienawidze marnowania czasu wole popracowac intensywnie 7 czy 8 godzin a potem wyciszac i oddawac sie przyjkemnosci w domu! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to możemy teraz się pocieszyć koniec z takimi warunkami.
      Co do pracy to mamy dokładnie tak samo, uwielbiam zamieszanie, im więcej tym lepiej, a potem relax w domu :)

      Usuń
  16. Mary!! Jak Ty pięknie malujesz!! Chodzi mi o te wzorki, żeby nie było :P Padłam jak to zobaczyłam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. awww dziękuję :) no frajda była jak u dziecka, niespełnione marzenie zostało zrealizowane, no bo przeciesz słyszało się NIE WOLNO MALOWAC PO ŚCIANACH.
      Jednak po opinii mojej koleżanki już moje dzieło mi się nie podobało i musiałam jej przyznać rację, że nadawało się ono do pokoju dziecinnego a nie dorosłej dziewczyny. Cóż kazdy musi od czegoś zacząć :)

      Usuń
  17. a ja mam focha. obiecane było spotkanie z czytelniczkami krakowskimi. buuu. ale i tak pozdrowienia z matecznego ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mateczny czekałam kiedy focha pokażesz :)))))
      przesłodkie co ja pisze urocze, spokojnie ja do Krakowa będę przyjeżdżać bardzo regularnie raz na 1 albo 2 mc i zorganizuję pogaduchy pozytywnie nakręconych na aktywność dziewczyn.

      Usuń
    2. Chętnie dolacze na nieformalne pogaduchy :)

      Usuń
    3. ja też, ja też! co prawda nie mam bloga, ale intensywnie śledzę Twoje posty i chętnie spotkałabym Cię na żywo :)
      Beata

      Usuń
  18. Mieszkam od zawsze w tym samym miejscu. I zazdroszczę wszystkim, którzy mogą zmieniać miejsce zamieszkania (albo nie przeszkadza im mieszkanie tyle czasu w jednym mieście). Wszystko już było, wszystko się widziało, uliczki zna się na pamięć, menu restauracji niczym nie zaskakuje, chociaż na szczęście w teatrach jest dużo premier i nie trzeba chodzić dwa razy na to samo. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a z jakiego miasta jesteś? Warszawa?
      Powiem tak, mieszkałam w kilku zachwyt jest na samym początku, stagnacja po jakimś czasie i kolejne odkrycia, i te odkrycia bardziej cieszą niż zachwyt na początku. W ostatnim tygodniu w Krakowie znalazłam takie miejscówki o których nie miałam pojecia, to miasto mnie zaskoczyło po 7 latach coś fantastycznego.

      Usuń
  19. Ja zawsze marzylam aby zamieszkac w Krakowie, kocham to miasto, moj numer jeden ogolnie na swiecie (a widzialam juz pare miast Europejskich i nie tylko ;P) Najpiekniejsze miejsce na swiecie <3

    OdpowiedzUsuń
  20. w Warszawie będziesz mieszkać z chłopakiem? :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja się przeprowadziłam z województwa łódzkiego do Wrocławia i pokochałam to miasto. Na początku również dzieliłam mieszkanie. W czasie studiów mieszkałam z 2 dziewczynami dodatkowo. A teraz już po studiach, zaczęłam pracę i w końcu zamieszkałam ze swoim chłopakiem i podobnie jak Ty doceniam ciszę, spokój, wolną łazienkę, lodówkę itd. Ale również wesoło wspominam mieszkanie w większym gronie, a kilka dziewczyn się przez moje studia przewinęło w mieszkaniu ;] ech... to są dłuuuugie historie do opowiadania!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. już kiedyś zastanawiałam się, czy nie napisac książki o tym jak mieszka się z innymi w wynajmowanym mieszkaniu, kazda osoba to unikat i historie w ich wykonaniu są niepowtarzalne, we wrocławiu mieszkałam prawie rok, cudowne miasto!

      Usuń
  22. śnieg w Warszawie... ja mieszkam przy Szczyrku i zawsze mam w głowie jeden kawał:

    "Pewien filozof spytał bacę czy wie , co to jest relatywizm ? Wiem , mówi baca - jak w Warszawie spadnie 20 cm śniegu to jest klęska żywiołowa , a jak mnie chałupę po komin zawali to są świetne warunki narciarskie !" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) niech Ci się dobrze mieszka w nowym mieszkanku:) :*

      Usuń
    2. Ann hahahhahahahah świetny kawał!

      nowe mieszkanie niedługo zacznie sie robić:) trzymaj kciuki, żeby w styczniu prace sie skończyły

      Usuń
  23. Warszawa jest trochę przereklamowana pod względem rynku pracy. Jeśli masz zawód niszowy, gdzie fachowców brak to łatwiej znaleźć. Albo dobre znajomości. Ale jeśli jest to zawód "jeden z wielu" to i w Warszawie będzie z pracą ciężko we własnym zawodzie. Bo w każdym można znaleźć ale już niekoniecznie za takie pieniądze za jakie by się chciało. Na wielu stanowiskach kierowniczych/zastępców nawet w marketach/drogeriach stawki to niecałe 2tyś zł do ręki już. A premie są często obcinane. Jak trafi się niezła propozycja pracy to wymagania są z kosmosu (dosłownie - 5 języków obcych płynnie, 10 lat doświadczenia w pracy i najlepiej to być studentem na ostatnim roku...) Absurdy pojawiają się nawet przy zatrudnieniu sprzątaczki od której wymaga się języka obcego i wykształcenia... licealnego? Nie twierdzę, że w Warszawie nie ma pracy, żeby nie było, bo jest - ale tak jak pisałam, trzeba mieć albo znajomości albo być specjalistą niszowym. Za to zdecydowanie łatwiej o pracę dorywczą i pod tym względem Warszawa to może być 'raj' dla uczniów, studentów, emerytów, rencistów i wszystkich tych którzy poszukują jedynie takiej pracy.
    Tyle odnośnie pracy :)


    A miasto - ma urok, tak jak każde, tylko trzeba wiedzieć gdzie szukać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam tą opinię o Warszawie i niestety duży wpływ na to mieli właśnie przyjezdni przyzwyczajeni do niskich płac u siebie w mieście cieszyli się "taaaaaaaaaaaaaaką wielką" stawką w Warszawie, przez co bardzo obniżyli płace.
      Grudzień jest ciężkim miesiącem do szukania pracy, każdy chce zakończyć rok itd. Ja daje sobie 3 mc spokoju i szukania pracy, jak ją znajdę poinformuję Was w jakiej dziedzinie.

      A miasto, cóż niedługo stanę sie specem od glazury, gresów, paneli, desek, itd ofertę OBI, parkitker, castorama i leroy merlin znam na pamiec, niestety ubolewam, że nie udało mi sie znaleźć płytek do łazienki takich jak chciałam cóz, wybrałam coś akceptowalnego.

      Usuń
  24. Moja cała rodzina jest z Warszawy :) Mój tata Warszawiak z dziada pradziada poznał mamę na wakacjach w Augustowie i przeprowadził się w okolice Krakowa (wariat!). Teraz mój brat wrócił do korzeni, mieszka już 5 lat w Wawie. Ja na razie zakotwiczyłam się w Krakowie, ale w Warszawie jestem raz w miesiącu i myślę, że też tam kiedyś wrócę :) Kraków jest cudowny, ale chyba obudziła się we mnie tęsknota za korzeniami, zaczęłam ją bardzo mocno odczuwać... Kocham Warszawę :)

    Powodzenia Mary! :) Trzymam kciuki! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę to nazywa sie patriotyzm :)
      Na dzień dzisiejszy wiem, że brakuje mi jednego z Krakowa, mniejszych odległości. Warszawa jest gigantyczna i strasznie zakorkowana.
      A ja narzekałam w Krk na Aleje w godzinach szczytu.... hahahha

      Usuń
    2. Poczekaj aż spadnie śnieg a miasto nie będzie przygotowane na to...
      W Warszawie trzeba się nauczyć poruszać to już nie będzie tak strasznie. Mój pierwszy rok na studiach to była tragedia, w metrze zawsze jechałam w złą stronę, wychodziłam złym wyjściem... I tak cały rok. Dużo straconego czasu, ale to też miało swój urok :)

      Usuń
    3. dziś spadł śnieg, czeka mnie przejazd do OBO samej i kupno płytek. Będzie ciekawie.

      Usuń
  25. Cześć Mary:) Kiedy wrzucisz obiecany filmik o hula hop, bo czekam z niecierpliwością:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W styczniu .... hula wielkie zostało w kartonach w Krk i dopiero po świętach przywiozę je do Warszawy.
      Zrobię takie małe porównanie :)

      Usuń
    2. O to super:) cieszę się bardzo, ja też kręcę jak mam czas:) choć nie jest moja codzienność to sprawia mi ogromną frajdę. Porównanie się przyda, bo ja nie widzę różnicy, pewnie dlatego że trochę nie mogę zebrać na regularne kręcenie:)

      Usuń
    3. ja nie mogezabrać się za regularne kręcenie filmów na YT....

      Usuń
  26. Jak Ci się podoba w Warszawie?

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz! To dla mnie ogromna motywacja, jednak komentarze nie związane z treścią wpisu będą usuwane.
Chcesz napisać do mnie prywatną wiadomość skontaktuj się ze mną przez facebook www.facebook.com/aktywnezyciemary

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...