poniedziałek, 17 grudnia 2012

W końcu widzę, że jestem gruba! Jeżeli masz ponad 20 kg nadwagi ten post jest dla Ciebie!!!

Wielokrotnie zaczynałam tego posta, jednak nigdy go nie opublikowałam, bo wiedziałam, że nie dotarłabym do Was z jego przekazem.
Chciałam opisać co może nieść ze sobą nadwaga, jak dana osoba może czuć się w takim ciele, jak świat zewnętrzny widzi takie osoby i na koniec wpisu zadać dość kontrowersyjne pytanie
" Jak można było doprowadzić się do takiego stanu? "



(OCZYWIŚCIE ZWALNIAJĄC Z ODPOWIEDZI OSOBY SKAZANE NA OTYŁOŚĆ PRZEZ CHOROBĘ- jednak i one usłyszałyby pytanie czy dbają o siebie, bo z ich zdrowiem odżywianie i sport to kluczowa sprawa).
Przekaz takiego postu łatwo byłoby zdeptać, obalić; wystarczyłoby, żeby ktoś napisał w komentarzu hej "SZCZUPŁA" co Ty możesz wiedzieć o byciu "GRUBYM"? Nic nie wiesz!!! I byłoby to prawda, bo ja NIGDY NIE MIAŁAM NA SOBIE WIĘCEJ NIŻ 13KG EXTRA i trudno mi sobie wyobrazić brak tchu idąc dłużej niż pół godziny, karcące spojrzenie innych osób, gdy kupowałabym czekoladę itd.
Także dla tych co borykają się z dużą nadwagą jedna prośba posłuchajcie co ma do powiedzenia JUMOKE.
Znalazłam go dzisiaj na YT !
Po jego wypowiedzi WIEM na 100%, że zmieni swoje życie na lepsze!
Oglądnij i zainspiruj się do działania.



56 komentarzy:

  1. Jak można było doprowadzić się do takiego stanu?
    Mary zawsze byłam cichą czytelniczką, dzisiaj zabolało mnie to co napisałaś.
    Jak doprowadziłam się do takiego stanu +42 kg?
    Jadłam sporo, potem zycie mi się pokomplikowało i zaczęłam jeść więcej. Kolejne kilogramy pojawiała się, a ja... a ja nic sobie z tego nie robiłam :(
    Po zobaczeniu tego filmu przejrzałam, że uciekłam w jedzenie bo .... nie wiem czułam się bezpiecznie .... czułam się bezpiecznie na kanapie. Niestety nadwaga wprowadziła mnie w kompleksy, nie chciałam się spotykać ze znajomymi, nie chciałam spędzać wakacji nad morzem (choć może taki wieloryb jak ja dobrze wpasowałby się w krajobraz ).
    Dzięki za ten wpis przejrzałam, zobaczyłam, że jestem otyła i żyję życiem którego szczerze nienawidzę, ale zmiany mnie przerażają i boję się porażki :(
    Czas to zmienić jak podnieść swoją samoocenę, masz jakieś rady? Chcę zmian!!!
    Ja Olga widzę, że jestem otyła!
    Takie wyznanie mimo, że anonimowe kosztowało mnie wiele wysiłku.
    Jestem otyła i zdeterminowana do zmian, koniec z niszczeniem siebie samej, czas na zmianę stylu życia!
    Pozdrawiam Olga.

    PS pisz częściej !!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam za Ciebie kciuki Kochana! Życie jest za krótkie, by marnować je będąc nie taką osobą, jaką chcielibyśmy być. Bądź najlepszą wersją siebie, najlepszą wersją Olgi. Mocno trzymam kciuki i wierzę że Ci się uda!

      Usuń
    2. Olga - w lutym ważyłam 105kg, od tego czasu schudłam 23kg i... wiesz co? Nie ma nic łatwiejszego niż chudnięcie :) Jasne - wymaga to czasu, nauczenia się pewnych spraw, ćwiczeń itp... ale najtrudniejsze w chudnięciu jest podjęcie decyzji. Trzeba w końcu powiedzieć sobie, że nie chcesz dłużej czuć tego poniżenia na plaży, że nie chcesz wstydzić się przed znajomymi i zajadać smutku i łez. Jeśli już dotrze do Ciebie (a chyba właśnie dotarło), że chcesz zmian - to one będą tylko naturalną konsekwencją. Nawet jeśli nie wiesz teraz, jak masz to zrobić. Zrobisz to! Tak więc gratuluję podjęcia decyzji, bo to oznacza, że osiągniesz sukces :)

      Usuń
  2. Nie znam angielskiego. Co on mówi?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja niestety, też nie znam... ;/
      Ale nad tym pracuję.^^

      Usuń
  3. Olga wiem, ze kierowalas komentarz do Mary, ale chcialabym Ci napisac pare slow od siebie. Szczerze trzymam za Ciebie kciuki i jestem pewna, ze uda Cie sie schudnac, tylko jest jedna zasada, o ktorej nie pomyslalas prawdopodobnie. Jedyna osoba, ktora moze Tobie pomoc jestes Ty sama. Bez wlasnej bezwglednie silnej woli, motywacji i zaparcia nie pomoze Ci nikt. Wiem to z wlasnego doswiadczenia, mialam inny problem, niz Ty, ale zasady pozbywania sie sa takie same, palilam papierosy. Probowali mnie z tego wyleczyc rodzice, rodzina, przyjaciele, chlopak, portfel etc., etc. Nie, nie, nie, tak zawsze wychodzilo. Dopiero nadszedl taki dzien, ze nie moglam biegac, bo brakowalo mi tchu, wlosy i ubrania smierdzialy mi dymem i powiedzialam sobie stop. Zawzielam sie, ze rzuce palenie i nie przytyje. Dzis mijaja prawie trzy lata, jak nie pale, waga ustabilizowala mi sie na poziomie 53 kilo (w najgorszym momencie wazylam 56). Nikt mi nie powie, ze tego nie mozna zrobic. Przed Toba jest droga inna niz moja, ale z cala pewnoscia mozesz ja przejsc. Zycze Ci sily, wytrwalosci i wsparcia ze strony wszystkich wokol, ale pamietaj, to wszystko zalezy tylko i wylacznie od Ciebie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ode mnie? ale ja chcę, jestem w wirze złych zdarzeń, boję się kolejnego dnia, że dowiem się o kolejnej smutnej sprawie i znów zamknę się w pokoju ze słodyczami, aby uciszyć swoje smutki. Chciałabym aby ktoś zamienił się ze mną na kilka dni życiem, żebym przestała myśleć o tych nieszczęściach, które miały miejsce w moim życiu, zająć się tylko sobą.
      Wiem, że w twoich słowach kryje się prawda.
      Wiem, że to ja jestem sterem i nadaję kierunek swojemu życiu.
      aj mam mętlik w głowie, może nadszedł czas aby wziąć życie w swoje ręce.
      Alicja a ile zajęło Ci rzucenie palenia? 3 letnia rocznica to duży sukces!

      Usuń
    2. Ja również rzuciłam palenie. Ale o ile z innymi nałogami jest łatwiej, o tyle nałóg jedzenia jest na prawdę trudny do wyeliminowania. Dlaczego? Bo nie można nie jeść. Palić nie musisz aby żyć, a pokarm musisz dostarczać organizmowi bo inaczej nie przeżyjesz. A u wielu osób jedzenie jest zapalnikiem samo w sobie. Gdy zaczniesz jeść, nie potrafisz przestać. I tu jest pies pogrzebany. Trzeba nauczyć się sobie z tym radzić i jest to znacznie trudniejsze niż w przypadku jakiegokolwiek innego nałogu.

      Usuń
    3. Hej dziewczyny, jak czytacie Mary to z pewnością znacie post z 15 listopada, wiele cytatów z niego wisi u mnie porozwieszane po ścianach.
      Bo wszystko jest w naszej głowie, w nas, nikt Cię bardziej nie doceni i nie zmotywuje niż ty, samą siebie!!

      Usuń
    4. dokladnie LaFili, tak wlasnie jest, moze to i jest oklepana prawda, ale fakt pozostaje faktem, ze wszystko, co robimy, robimy dla siebie. Zycie mamy dane tylko jedno i trzeba zrobic wszystko, zeby przezyc je szczesliwie i z usmiechem na twarzy. Wierze Ci Olga, ze mozna zajadac smutki, ake wierz mi tez i wierz mi na slowo, ze latwo w zyciu nie mialam, nie bede sie tu publicznie rozpisywac, co mi sie w zyciu przydarzylo, jednakze kazda jedna porazka powalala mnie na kolana po to, zeby z nich wstac i walczyc dalej. Mozna, naprawde mozna, trzeba miec bardzo silna wole albo zycie musi Cie tak przygiac do ziemi, zeby po prostu sie z niej odbic. Dodam Ci tylko, ze rzucilam palenie cztery miesiace po tym, jak stracilam prace i rzucil mnie chlopak (wszystko to wydarzylo sie w swieta Bozego Narodzenia). Wrocilam sama do mieszkania w UK bez pracy, pieniedzy i pomyslu co zrobic dalej. W dodatku gnojek zabil moja rybke:(((!Tak wiec! Trzymam kciuki, bardzo mocno!!!:)

      Usuń
    5. irytuja mnie takie jęczace osoby jak Olga :/ a konkretnie podejscie. licytujesz sie jak to nie masz zle. kobieto nie ty jedna masz w zyciu problemy, nie ty jedna masz najciezsze zycie, takich ludzi jest mnostwo wiec przestan biadolic i wez zycie w swoje rece, lecz smutki w sposob ktory je faktycznie uleczy a nie zakamufluje problem-chociazby psycholog - to zaden wstyd! gwarantuje ci, ze nie masz najgorzej, sa ludzie chorzy, uziemieni w domach, sparalizowani - jak sadze piszesz komentarze wiec do takich nie nalezysz. masz tylko jedno jedyne zycie, ludzie przychodza i odchodza, umieraja - to jest wlasnie zycie! smutna jego czesc ale takie wlasnie ono jest, zachowaj piekne wspomnienia i krocz do przodu by bedac u progu starosci moc powiedziec: przezylam zycie tak jak chcialam, to ja nim kierowałam a nie jakies słabostki mną. lepiej takie smutki i cierpienia przelozyc w cos konstruktywnego, cos co da efekty (dobre). i powiem ci, ze duzo wiem o ciezkosci zycia, bardzo duzo, zarowno fizycznej jak i duchowej i przy kazdym dolku wale sie symbolicznie w glowe, stawiam do pionu i powtarzam: jakiekolwiek by te zycie nie bylo to musze dazyc do zmian, nie moge stac w miejscu i czekac na laury rozpaczając bo to nic nie da. na szczescie odchudzanie mam juz za soba, u mnie bylo to tylko 7 kilo ale zwklekałam z ich utrata dlugo, mam dziwna budowe ciala i te 7 kilo bylo strasznie widoczne, bardzo mi to przeszkadzalo. dzis, od nowego roku po 2 latach od schudniecia czynie kolejny krok - cwiczenia w celu budowy sylwetki, tak na prawde ze wzgledu na stan zdrowia caly guzik moge robic ale chociazby cwiczenia izometryczne i proste cwiczenia na stojąco. zycze ci wytrwałosci i innej postawy, pamietaj, ze chciec to moc i nie ma NIE MOGĘ! jest tylko NIE CHCĘ! nie mogę istnieje tylko w przypadku niewydolnosci fizycznej.

      Usuń
    6. hej stop, nie masz pojęcia jakie problemy ma ta dziewczyna. ostrożnie z ocenianiem! każdy jest inny, każdy dostał inny kapitał do radzenia sobie z problemami! Ok, na pewno dobrze jest zmieniać swoje życie i robić coś konstruktywnego. Przesłanie tego co napisałaś jest ok, ale trochę zbyt agresywnie.

      Usuń
  4. Jak można było doprowadzić się do takiego stanu? Takie pytanie zadała mi moja mama jakieś 3,5 roku temu. Ważyłam 96 kg przy wzroście 167 cm. Wiem, że zaczynałam wyglądać naprawdę paskudnie. Nie chodziło o dodatkowe kg, chodziło o zniekształcone od fałdek tłuszczu nogi, ręce. Ja tego wtedy nie widziałam. Czułam się źle, czułam się uwięziona w swoim ciele ale nie wiedziałam tak naprawdę w jak niekorzystnej sytuacji się znajduję. Ludzie po prostu nie odbierają siebie obiektywnie. Nawet nie próbują. Dopiero walka z otyłością otworzyła mi oczy. Nie obyło się bez poważniejszych problemów, ale w końcu udało mi się. Ważę w tym momencie ok 53 kg. Nie wiem ile straciłam, nie liczę tego, ta wiedza jest mi zbędna. Przysięgłam sobie, że nigdy więcej nie doprowadzę się do takiego stanu, nigdy więcej nie chce "być chora na swoje ciało". Nie zasługujemy na to. Dlatego obserwując niektóre dziewczyny z mojego otoczenia, które dziennie pochłaniają mnóstwo słodyczy, kebabów, pizzy popijając to colą- po prostu im współczuję. Nie zrozum mnie źle, ja nie mam nic do ludzi którzy tak jedzą. Ja po prostu wiem, że jeżeli przeholują... będą nieszczęśliwi ze swoim ciałem. A nie ma nic gorszego niż coś (w tym wypadku sylwetka) z czym przebywamy nieustannie i to coś nieustannie przypomina Ci o czymś niemiłym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale kurcze jak mozna tego nie widziec? wiesz, ja wazylam o 7 kg za duzo, wyznaje zasade, ze powinno sie wazyc o 10 jednostej mniej niz sie mierzy liczac ostatnie 2 cyfry, np majac 170 cm powinno sie wazyc 60 kg (to tak dla epszej wizualizacji;)) i powiem ci, ze nie tyle co czułam sie zle bo wylewał mi sie brzuch i boku (tam najbardziej wlazło), to widzialam siebie na zdjeciach i załamywałam rece, doskonale widzialam, ze wygladam ŹLE i nie tak jak powinnam, niby szczupła ale brzuch jak w 6 miesiacu ciazy, biodra w porownaniu do ramion olbrzymie, twarz tak nabita, ze oczy mniejsze niz powinny byc. dlatego nie rozumiem jak mozna tego nie widziec. czy to jest cos z psychiką? cos w stylu anorektyczek? one nie widza swojej chudosci, wciaz widza sie grubymi. a zdradzisz jak ma sie twoja skora po utracie tak duzej ilosci kg? obkurczyla sie?

      Usuń
    2. witaj ja waze 87 kg wzrost 167 powiedz prosze w jaki sposob udalo ci sie zrzucic te kilogramy i w jakim czasie

      Usuń
  5. Ja nie rozumiem jak można się "doprowadzić do takiego stanu" - 20 kg nadwagi i więcej. Masakra. Najwięcej w życiu ważyłam tyle, że znalazłam się na granicy normy i nadwagi (przytyłam wtedy po kuracji hormonalnej, ale później bardzo szybko schudłam) i powiem tyle - już przy takiej wadze wyglądałam jak wieloryb :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nikt kogo osobiście nie dotknął ten problem nie będzie w stanie zrozumieć jak można. Trwa to latami, często zauważamy problem dopiero gdy jest już bardzo poważny a i tak trudno nam sobie z nim poradzić. I denerwuje mnie takie myślenie - jak można się do takiego stanu doprowadzić. Można. A jak można popaść w alkoholizm czy narkotyki? Jak można palić papierosy po dwie paczki dziennie? Jak można zaniedbywać dom i rodzinę? Też tego nie rozumiemy, a jednak spotykamy takie historie na każdym kroku. Każda osoba z nadwagą czy otyłością ma swoją historię, ale najczęściej inni po prostu oceniają, wyśmiewają i szydzą z takich osób. Nie interesuje ich jak do tego doszło, a przeważnie nawet ta osoba nie zdaje sobie sprawy z tego jak do tego doszło. Potrzeba lat aby taka osoba zrozumiała i nauczyła się walczyć ze skutkami. Jeśli sama nie pozna powodów, to walka ta z góry skazana jest na niepowodzenie. Ale najłatwiej jest powiedzieć 'jak można...'. Pozdrawiam.

      Usuń
  6. Ja mam na mój gust ok. 3 kg nadwagi, których mimo regularnego biegania nie mogę się pozbyć od dłuższego czasu. Szalenie podziwiam wszystkich, którzy są w stanie zrzucić więcej jak 5 kg - dla mnie to mega wyczyn!

    OdpowiedzUsuń
  7. choroba, chorobą ale nikt im batonów do buzi nie wpychał, nie straszą, że jak nie zjedzą pizzy to będą spać w piwnicy. Na wszystko trzeba zapracowac , nawet na nadwagę.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja tak czasem (często) mam, że patrzę na siebie w lustrze i zastanawiam się jak można się było doprowadzić do takiego stanu?? Mogę winić tylko siebie i swoją głupotę. Coprawda nie mam 20kg nadwagi, wg BMI to nadwagi mam kilka kg, ale nie zmienia to faktu, że właśnie 20kg chcę schudnąć (to taki cel przybliżony, bo tak naprawdę chodzi o wygląd i cm, a nie kg) i ciągle się zastanawiam jak to się stało, że nie tak dawno miałam 5kg do zrzucenia i walczyłam, a teraz mam 20 i nie mam chęci, siły i motywacji.
    Panicznie boję się spróbować, bo boję się porażki. To jest najgorsze! Wprowadzam drobne zmiany - nie piję już praktycznie nic poza wodą i wyciskanymi sokami (ja, wierna cocacoloholiczka) , sporadycznie zdarzy się kawa czy herbata, których już nie słodzę (a wcześniej były to 3 łyżeczki). Nie jem fast foodów, ale wciąż mam słabość do słodyczy. Bardzo się staram je ograniczyć, ale ciągle się poddaję. Cały czas się boję, że ja się będę starać, odmawiać przyjemności, ćwiczyć mimo zmęczenia, a efektów nie będzie ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie myśl o tym w kategorii numerów przede wszystkim!

      Renata (EatFit)

      Usuń
  9. A ja Mary dokładnie rozumiem, choć wiem jak można się doprowadzić do takiego stanu. Jestem otyła właściwie od dziecka i winię za to sposób w jaki mnie odżywiano gdy tym dzieckiem byłam. Gdy przez kilka-kilkanaście lat przyzwyczajają Cię do jedzenia wielkich porcji, słodyczy i picia słodkich napojów, trudno się im oprzeć w dorosłym życiu. Próby odchudzania kończą się na niczym, albo efektem jojo, bo uwielbiam jeść, kocham słodycze i na prawdę trudno mi się im oprzeć. Wiem, że aby schudnąć muszę się sama wziąć za siebie. Nikt nie zrobi tego za mnie, a gdyby istniała dieta cud lub środki, które pozwalają schudnąć szybko i zdrowo, to nikt na świecie nie byłby otyły. Choć mam bardzo dużo kilogramów do zrzucenia, jestem sprawna fizycznie, zdrowa (na razie), potrafię bez problemu zrobić 5-kilometrowy marsz czy zaliczyć godzinny spinning w klubie fitness. Nie chcę wyglądać tak jak wyglądam, ale niestety na chwilę obecną zupełnie brakuje mi motywacji. Czemu? Nie mam pojęcia. Wiem, że muszę zawalczyć o siebie, o swoją figurę i w przyszłości o zdrowie, ale wierzcie mi, bardzo trudno jest się w końcu wziąć za siebie. Łatwiej jest zjeść coś smacznego niż poćwiczyć 15 minut. Podziwiam osoby, które mają mobilizację i wierzę, że ja również kiedyś będę jedną z nich...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Acha, chciałam jeszcze dodać jedną rzecz. Jestem kompulsywnym żarłokiem. Jem gdy jest mi smutno i źle, jem gdy jestem szczęśliwa, jem gdy się denerwuję... Właściwie to mogę jeść zawsze. Mój organizm ma zaburzone odczuwanie głodu, najczęściej jem, bo mam na coś ochotę, a nie dlatego, że odczuwam fizyczny głód. Często odczuwam głód psychiczny, choć żołądek jest pełen. Nigdy nie miałam problemów z samoakceptacją, miałam wielu znajomych, nie stroniłam od imprez czy spotkań towarzyskich. W domu mnie nie maltretowali, nie uciekałam w jedzenie z powodu problemów w szkole, domu czy w związkach. Nie mam żadnej wymówki dla tego jak obecnie wyglądam i dlaczego nie potrafię się za siebie wziąć. I uważam, że szukanie wymówek nic nie zmieni, nikomu nie pomoże zrzucić kilogramów. Nie twierdzę, że wszyscy są grubi bo po prostu lubią jeść. Są osoby u których otyłość jest wynikiem głęboko zakorzenionych problemów, niestabilności emocjonalnej, itp. Ale często jest to po prostu szukanie wymówek. Wiem coś o tym...

      Usuń
    2. a wiesz, ze mialam tak samo: głód psychiczny :O to straszne uczucie, nie chce ci sie jesc ale sięgasz do lodowki jak w amoku bo musisz cos zjesc :/ to swego rodzaju nałog. w koncu wzielam sie za siebie i... dalej jadłam ale juz zupelnie co innego, słodycze zamieniłam na suszone owoce i wszelakie orzechy, nocne podjadanie na sałatki warzywne na oliwie i soku z cytryny, obiady zamiast tradycyjnych polskich - parowane mieso i warzywa, na sniadanie zamiast kanapek - owsianka z dodatkami owoców swiezych i suszonych. kochana, wystarcza takie zmiany i waga bedzie spadac! wolno ale zdrowo! na prawde mozna, bez zadnych wysiłkow i poswiecen, wystarczy tylko wdrozyc sie w rytm. tym sposobem przez ok 4-5 miesiecy schudłam 12 kg, waga sama leciała, to bylo dla mnie za duzo bo nie o tyle mi chodzilo wiec musiałam przytyc ;) w odpowiednim momencie przystopowalam, dzis jem juz normalnie ale z umiarem i nie ma zadnego efektu jojo. fast foody tylko w soboty! słodycze jem codziennie ale z umiarem np pasek czekolady, 1 pączek, kilka ciastek - kazdego dnia mała porcja. zycze ci powodzenia bo jestem zywym dowodem na to, ze bez katowania sie dragonskimi dietami i cwiczeniami mozna zrzucic wage!

      Usuń
  10. Kasiu zaboli, na własnym przykładzie stwierdzam bolesną prawdę nasze problemy to tylko i wyłącznie szukanie wymówek (owszem złe wychowanie, problemy rodzinne, traumatyczne przeżycia itd też są ciężarem z którym trzeba się uporać jak nie samemu to poprosić o radę specjalistę. Drugi problem to wstyd, wstyd przed innymi że się nie uda, albo, że trzeba prosić o pomoc. Zaczyna się błedne koło i popadamy w swoich frustracjach jeszcze głebiej.

    zacytuję "Łatwiej jest zjeść coś smacznego niż poćwiczyć 15 minut. Podziwiam osoby, które mają mobilizację "
    uwierz mi na mojej twarzy w 70 % nie zauwazysz tryskającej energi jak ćwicze rano, pojawia się ona po treningu, że mimo tego, że mi się nei chciałao oczy się kleiły i byłam gotowa wracać do łóżka sprać, poćwiczyłam te 45 minut. Tak oficjalnie przyznaję jak często zmuszam się do robienia czegoś, bo wiem, że w przyszłości to zaprocentuje.

    podtrzymuję swoje pytanie jak można było doporwadzić się do takiego stanu
    napisałaś w odpowiedzi do jednej z komentujących Ale najłatwiej jest powiedzieć 'jak można...'.
    powiedziałaś, że problem jedzenia ze wszytkich nałogów jest najtrudniejszy do zwalczenia. Kasiu kazdy nałogowiec powie Ci, że jego porblem jest najtrudniejszy narkoman, że narkotyki, seksoholik, że seks, złodziej, że kradzież itd.
    A teraz przeczytaj bez emocji co by się stało gdyby
    alkoholik wylał kazdy kieliszek z alkoholem na podłogę
    seksoholik przez jeden dzień nie miałby seksu
    złodziej nie ukradłby niczego włmując się do mieszkania
    nastąpiłby dwie rzeczy
    1)gniew i rozdrażnienie, bo jego potrzeba nie zostałaby spełniona
    2)nie zrobiłby czegoś z czym ma na codzień problem co oznacza, że do cholery da się żyć, bez nałogu ( oczywiście w przypadku drugim sprawy mają sie inaczej, tu najważniejsze jest unormowanie emocji a to już zabawa dla specjalistów)

    Kasia taka jest gorzka i słodka prawda 2w1
    chcesz przeczytać książkę czytasz ją
    nie chcesz czytać nie czytasz jej
    to samo z nałogami
    nie robienie czegoś wymaga dużo determinacji i jeżeli nie radzimy sobie z tym sami to poprośmy innych o pomoc lub specjalistów, uwazam, że nad osobami starajacymi powinnien zawisnąć spadochron bezpieczeństwa, bycie ostrym dla kogoś w trakcie zmian to najgorsza z rzeczy możliwych im nalezy się wspracie i jeszcze raz wsparcie (wyrazie zaznaczam wspracie a nie użalanie się, z użalania łatwa droga prowadzi do tego, że te osobay naginają znaczenie wyrozumiałaość innymi słowy znasz moja przeszłość i pobódki zacznij być bardziej wyrozumiały dla moich grzeszków i podpalania na imprezach.)

    Co mogę Tobie poradzić, Kasiu co tydzień zacznij sobie ograniczać porcje o 5%. Organizm to dla mnie nieodkryta tajemnica i jestem w szoku jak szybko potrafi uzależniać się do zmian.
    Ostatnio jak pisałam chodziliśmy po budowlanych sklepach, ja któa nie piję puszek sody ani kawy z tych dyspozytorów, co 3 h chodziłam jak nie po kawę to po colę, no bo pilimy na wspólkie wiec o co halo. Jednak zmroziło mnie jak po tygodniu podeszłam znów do maszyny i prawie nacisnęłam podwójna porcja kawy z mlekiem i cukrem. Zadałam sobie pytanie CO JA WYPRAWIAM, jeszcze tydzien temu nie piłam tego dziadostwa a teraz pierwsza rzeczą jaką robie to ide do tej cholernej maszyny! Efekt noszę ze sobą wodę w butelce, trzeba jasnbo powiedzeć Ty i ja mamy nad wszytkim kontrolę co sobie nakłądamy na talerz i co pijemy również ile tego sobie dajemy, ja wiem, że to trudne jak się ma szybki tryb życia jednak kurde mać w całym naszym życiu chodzi do cholery o nas i o naszych bliskich wiec szanujmy się i zamiast skutecznie wyniszczać organizm weźmy odpowiedzialność we własne ręce!
    tak to proces długi
    tak to porces nie czesto łatwy
    tak to porces gdzie wiekszośc czasu trzeba sie zmuszać do zrobienia czegoś, jednak satysfakcja po i to uczucie jakie się ma po zrobieniu czegoś dobrze jak się nie chciało jest wielka nagrodą nie wspominając już o korzyściach dla naszego organizmu i rozwoju.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mary, zgadzam się z Tobą w 200%. Masz rację. Trzeba w sobie znaleźć tę siłę, zamiast siedzieć na kanapie ruszyć tyłek i przejść się na spacer. Jednego dnia poćwiczyć choćby 5 minut i każdego dnia dokładać jedną minutę. Wiem, że codzienne ćwiczenia i dieta wymagają samozaparcia. Wiem, że wyglądam tak jak wyglądam teraz już na moje własne życzenie, bo nic z tym nie robię. Chodziło mi jedynie o to, że często otyłość ma dużo głębsze podłoże niż by się mogło wydawać i że najpierw trzeba sobie to uświadomić i poradzić z przyczyną. A dopiero później zwalczać skutki. Chodziło mi również o to, że alkoholik może odstawić alkohol zupełnie, palący może zupełnie nie palić, narkoman może rzucić narkotyki i żyć bez nich. Bez jedzenia żyć się nie da. Oczywiście, że to co jemy jest już naszym wyborem, jednak wiem z własnego doświadczenia, że jedzenie wyzwala chęć dalszego jedzenia. Tak samo jak u alkoholika jeden kieliszek wyzwala pójście w ciąg. A jednak jeść musimy. Ty zamiast kawy możesz wypić wodę, ja dla jedzenia nie mam alternatywy, a każdy kęs może być wyzwalaczem nieopanowanego jedzenia. I tyle chciałam powiedzieć.
      Ale oczywiście, masz rację. To my sami decydujemy o tym jak wyglądamy, co jemy a czego nie, czy codziennie rano wstajemy pół godziny wcześniej by poćwiczyć, czy wolimy te 30 minut dłużej pospać. I nikt za nas nie schudnie. A prawda jest taka, że jak raz schudniemy, do końca życia musimy się pilnować. A niestety nie każdy z nas ma tyle silnej woli. I tu właśnie przydaje się wiedza o tym, co sprawia, że jemy. Trzeba najpierw wyeliminować przyczynę, a potem zająć się skutkami :) Pozdrawiam serdecznie.
      Ps. Uwielbiam Twoje posty, bo dają mi kopa do działania. Dzięki Tobie zaczęłam codziennie ćwiczyć. Na początku po 20 minut, teraz doszłam do 40-50. Dodajesz mi skrzydeł :)

      Usuń
    2. Kasia napiszę Ci maila

      Usuń
  11. bez motywacji człowiek nic nie osiągnie... siedzenie na kanapie też nic nie da. trzeba w końcu ruszyć tyłek!
    ja narazie trzymam wagę ale jestem rozważna i nie przesadzam. przez chodzenie na siłownie schudłam kiedyś 10 kg i czułam się wyśmienicie. teraz ważę 54kg i staram sie coś zrzucić, bo przy moim wzroście to jednak sporo..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ile wazysz? tak pytam z ciekawosci, poniewaz ja waze 53 kilo, przy wzroscie 161 i tak sie zastanawiam, ze nie mozesz byc ode mnie duzo nizsza? Chyba, ze przy takim wzroscie to byloby duzo?

      Usuń
  12. Hi dear!
    I love ur style!
    such a wonderful blog
    xx

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetny filmik, taki PRAWDZIWY! Facet uświadomił mi wiele problemów, z jakimi borykają się osoby otyłe: że chudnięcie to dla nich sprawa zmiany tożsamości (mówi, że zawsze był gruby, taki po prostu był i nie podlegało to żadnej obróbce intelektualnej); że osoby otyłe omija w życiu wiele radości, rzeczy, z których korzystają szczupli; że świadomie decydują się nie korzystać z wielu rzeczy, by uniknąć upokorzeń... Trzymam bardzo mocno kciuki za tego chłopaka, za Olgę (wpis powyżej) i za inne osoby, które też powiedziały sobie: I'm done with it.
    Swoją drogą... chciałabym mieć tak silną motywację jak Jumoke w innej kwestii mojego życia - dotyczącej pracy, znalezienia pomysłu na siebie...

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie wiem, jak można się doprowadzić do takiego stanu... Przecież to nie jest tak, że nagle człowiek budzi się z 20-30kg nadwagi! Sama mam wagę w normie i jeśli sobie przez jakiś czas odpuszczę od razu to widać - np. po trudnościach w zapinaniu spodni/spódnic czy wciśnięciu się w ubrania w rozmiarze 38 w sklepie...

    OdpowiedzUsuń
  15. Niestety przekaz posta nie dotarł do mnie w żaden sposób, bo nie znam angielskiego i Mary, mogłaś się troszkę wysilić ;), ale podpisuję się pod słowami Kasi.

    Przypominam, że wiele kobiet zostaje otyłe po ciąży. Ja sama przytyłam 30kg w 3 miesiące z dumą, bo udało mi się wyrzucić papierosy ze swojego życia i dać dziecku szansę na zdrowie. Mam o tyle dobrze, że siedzę w domu na etacie kura domowa+ matka polka i mam trochę więcej energii i sił niż inna pracująca już mama. Uwierzcie mi, że po ciąży nic już się nie chce- rozstępy, zwisy, fałda brzuszna i to nie, że "ona o siebie nie dbała"- to już siła wyższa w większości przypadków. Uzależniłam się od ćwiczeń- nie wyobrażam sobie dnia bez 2h wycisku, ale inne osoby mogą o tym pomarzyć. Moim jedynym problemem jest wieczorne zajadanie, które co raz lepiej odrzucam i staram się nie jadać w ogóle po 19. Mimo tego w rok schudłam 13kg, gdzie 300dni to obżarstwo totalne. Uważam, że to ładny wynik, choć wiem, że zakończyłabym już odchudzanie na tym etapie,gdybym przestrzegała zdrowej diety. Myślę, że lepiej tak, niż wcale, ale szczupłe "życzliwe" osoby (i nie mowa tu broń Boże o Tobie Mary) uważają, że te 13kg to nic i że tego po mnie nie widać wcale i że zgubiłam chyba samą wodę. Bliscy są ze mną, nawet wczoraj siostra powiedziała mi, że przyjrzała się w któryś dzień i pamiętając mnie po porodzie to mówi, że ogromnie schudłam i się zmieniłam.

    Czytałam komentarze dziewczyn ad filmiku i na pewno to racja, że jestem ciągle smutna, mam stany "depresyjne", jestem chorobliwie zazdrosna, bo jak mój Mąż może kochać takiego słonika ;) nie umiem się cieszyć życiem, nie umiem uwierzyć, że jestem coś warta...

    Jedno jest pewne, będę dalej walczyć, bo uważa, że nawet osoba taka jak ja- kochająca jeść może osiągnąć sukces i wierze, że w tym roku mi się już uda :).

    Buziaki Mary :*

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja nie mam motywacji, aby schudnąć 5 kg:(

    OdpowiedzUsuń
  17. Na wstępie przepraszam za długość wpisu, ale mocno poruszył mnie ten post..
    przez 20 lat mojego życia byłam szczupła (168cm/55kg)..
    I myślałam sobie - jak Ci ludzie mogą być grubi, otyli?
    Widziałam u siebie jakąś fałdkę, nadprogramowy kilogram to zmniejszałam trochę jedzenie i było ok. I pozwalałam sobie na takie wyskoki jak fast food czy słodycze bez żadnych konsekwencji...
    Poszłam na studia, zaczęłam brać antykoncepcję hormonalną..
    Mój styl życia zmienił się na bardziej aktywny - obowiązkowy wf na studiach, wycieczki, spacery, przemierzanie miasta w tę i z powrotem. Mój sposób jedzenia nie zmienił się w ogóle..
    Po ok 1,5 roku zdałam sobie sprawę, że przytyłam.. 15kg..
    Nie jestem w stanie powiedzieć kiedy się to stało.. nagle, któregoś dnia się budzę i tak jak facet z filmiku uświadamiam sobie, że jestem GRUBA.
    Pewnie zapytacie jak to możliwe, że wcześniej tego nie zauważyłam.. nie wiem!
    Nigdy nie miałam problemów z wagą, nie zmieniłam mojego stylu żywienia, miałam więcej ruchu.. nie podejrzewałam, że ja mogę przytyć! Ubrania jakoś tak wymieniały mi się systematycznie więc nie poczułam, że coś jest dla mnie za ciasne.. To prawdziwy koszmar obudzić się w świecie grubych..
    a tak zawsze sobie myślałam - kurde jak oni mogli się tak zapuścić! to chore! na pewno siedzą w domu przed kompem i obżerają się chipsami!
    Teraz moje spojrzenie na grubych zmieniło się diametralnie. W każdym z nich siedzi szczupła osoba, która chciałaby się z tłustego ciała uwolnić. Ale wiem jakie to trudne i patrzę na nich z mniejszą dawką cynizmu i bezkompromisowej krytyki (który w niektórych postach powyżej razi po oczach).
    Pewnie popełniłam wiele błędów skoro jeszcze nie schudłam, ale od 3 lat się staram..
    Było półtorej roku aerobiku 3 razy w tygodniu (wyrobiły się mięśnie nóg, tyłek, ale w obwodzie nie straciły.. tak samo brzuch jak wisiał tak wisi..)..
    Były równoległe próby zmiany diety (od roku jem bardzo regularnie co 4-5 godz. małe porcje, więcej gotowanego, staram się mniej smażonego).. Owoce i warzywa stały się stałym menu, chleb wymieniłam na ciemny..
    Wiarę, że może się udać odzyskałam na początku tego roku – zaczęłam ćwiczyć zestaw Turbo Fire (może znacie – jak nie to poszukajcie; naprawdę lubię te ćwiczenia). Siedziałam w domu więc mega pilnowałam diety (1700kcal). I schudłam z 73kg do 68kg i było co raz lepiej. Aż posypało mi się kolano.. przez kilka miesięcy prawie żadna aktywność nie wchodziła w grę. Chociaż zaciskając zęby w bólu coś tam robić próbowałam.. znalazłam Ewę Chodakowską i pierwszą płytę skalpel – zaczęłam ćwiczyć jej zestaw, chociaż tylko raz w tyg bo na więcej kolano mi nie pozwalało.. i tak powoli wracam znów do gry.. mam wszystkie płyty Ewy, niestety tylko skalpel jest dla mnie – w innych za dużo skakania.. staram się jeść co raz zdrowiej inspirując się różnymi blogami kulinarnymi, staram się motywować różnymi stronami jak FanPage Ewy czy Twój Mary blog i YT. Wierzę, że w końcu się uda..
    Mam 25lat, ważę 75kg, noszę ubrania 42, mam mega brzuch, dupę, uda, podwójny podbródek i jestem tym zdołowana, przeszkadza mi to w życiu. Od 3 lat aktywnie walczę o siebie.
    I już nigdy nie powiem grubej osobie/o grubej osobie „Jak można było doprowadzić się do takiego stanu?” – sama się doprowadziłam i wiem, ze odpowiedź jest mega trudna.. ja do dziś jej szukam…

    Anika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też przerażają mnie te jadowite komentarze powyżej...
      gratuluję sukcesów tych, które już osiągnęłaś :)

      Usuń
  18. wiesz co Mary... odkąd przeczytałam ten wpis chodzę cały czas zła na Ciebie. Jak trafiłam na Twojego bloga, myślałam, że chcesz coś w ludziach zmienić i im pomóc, a ten wpis niczego nie zmienia, nie pomaga, raczej utwierdza status quo.

    Mdli mnie, jak czytam komentarze:
    1. otyłych osób, które szukają wymówek
    2. pięknych i szczupłych, które po raz kolejny zastanawiają się, jak ktoś może być tak żałosny i tyle ważyć (w odpowiedzi dostaną punkt 1)

    Czy jeśli ktoś ma depresje to wyleczysz go podchodząc do niego i pytając, dlaczego jest tak beznadziejny? Czy na pytanie, dlaczego doprowadziłeś się do tego stanu dostaniesz deklarację chęci zmiany czy wszelkie możliwe wymówki? To pytanie pomoże, czy utwierdzi w poczuciu beznadziei i poprawności wymówek?

    Nie pytaj, dlaczego teraz tyle ważysz, ale co możesz zrobić, by być zdrowym / ważyć mniej. Ludzie często tak bezmyślnie niszczą życie innym zachwycając się własnym szczupłym ciałem i dołując innych takimi pytaniami. One mogą podnieść samopoczucie tylko osobie, która takie pytanie zadaje. Nigdy nie pomoże osobie otyłej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też to trochę rozdrażniło...

      Usuń
  19. Niektórzy strasznie się zaniedbują:(

    OdpowiedzUsuń
  20. Strasznie jeździsz po ludziach. Dla ciebie otyli ludzie to lenie, którym nic się nie chce (nie licząc chorób), myślisz wszystko jest łatwe i proste, wystarczy mniej jeść i ćwiczyć. Pouczasz innych tak jakbyś uważała, że jesteś idealna jeśli chodzi o figurę i odżywianie. Wydaje mi się, że nie wiesz jak to jest czuć się beznadziejnie, nie mieć przyjaciół, fajnego życia, myśleć, że życie jest beznadziejne i nic się nie zmieni. Tak kiedyś myślałam i żadna siła mnie nie mogła przekonać, że jest inaczej i "wymyślam" sobie problemy. Jeśli nie wiesz jak to jest to nie zrozumiesz i dalej będziesz głosić swoje mądrości. To jak myślimy głównie wpływa na to czy mamy motywację, chęci do czegokolwiek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wymyślać może nie wymyślałaś sobie problemów, TY JE TWORZYŁAŚ. Taka prawda. Sandra

      Usuń
    2. Wymyślanie, tworzenie to synomimy

      Usuń
    3. No cóż, nie do końca. Mogę sobie wymyślić, że mam problem (w rzeczywistości go nie mieć) albo utworzyć, czyli sprawić, że się pojawi.

      Usuń
    4. Jak wymyślasz to niby nie masz go w rzeczywistości, ale myślisz, że masz to tak tak jakbyś miała. Wymyślony problem też moze się pojawić. Czy to ważne jakiego słowa użyłam, chodzi o to samo.

      Usuń
  21. Phi, odchudzanie to pestka.
    W ciągu ostatnich 15 lat kilka razy udało mi się zrzucić 25-30 kg.
    Kilka razy - bo niestety to nie zrzucenie sadełka jest najtrudniejsze, lecz utrzymanie wagi przez kolejne lata.
    Niestety.
    Podjęłam kolejną walkę - chciałabym, żeby to była ostatnia.

    OdpowiedzUsuń
  22. podoba mi się tematyka Twojego bloga! Dodaje się do obserwowanych

    OdpowiedzUsuń
  23. Mycha, co u Ciebie - brakuje mi kolejnego niesamowitego wpisu!!!!!!!!! :****

    OdpowiedzUsuń
  24. No dobra, mój komentarz nie dotyczy tego postu, ale...przeczytałam go oczywiście ;)
    Natknełam się dziś na Ciebie na youtube i postanowiłam sprawdzić jak poszedł Ci plan 100 dni z Ewą, w dodatku wciągnełam się i przejrzałam prawie całego bloga!
    Jest super:)

    OdpowiedzUsuń
  25. Mary, gdzie zniknęłaś? Szkoda, że tyle Cię nie ma...!

    OdpowiedzUsuń
  26. Mary... gdzie się podziewasz? razem z Tobą zniknęła moja motywacja! wracaj szybko do Nas ;*

    OdpowiedzUsuń
  27. Mary Mary...
    Poszukujemy Cię! Koniec tego remontu, wracaj kobieto do nas!
    Motywacja po świętach ludziom spadła, nie wolno się tak zaszywać w nowym gniazdku. :)
    czekamy. Pozdrawiam ;**
    K.

    OdpowiedzUsuń
  28. o mattko ten filmik i zdjęcia są przerażające ;d od 4 dni się odchudzam i właśnie wstawiłam zdjęcie mojej sylwetki na swojego bloga , zapraszam ciebie na mojego bloga może wspomożesz mnie jakaś ciekawą radę.Pozdrawiam http://perfektbin.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  29. Jeszcze tydzień i wracam do Was dziewczyny, remont & praca wypełnia ostatnio mój czas, juz za tydzień będzie mnie więcej.

    Buziaki !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to zyczę powodzenia w remontowaniu i sukcesów w pracy, tęsknimy i czekamy!

      N.

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz! To dla mnie ogromna motywacja, jednak komentarze nie związane z treścią wpisu będą usuwane.
Chcesz napisać do mnie prywatną wiadomość skontaktuj się ze mną przez facebook www.facebook.com/aktywnezyciemary

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...