piątek, 13 kwietnia 2012

Błędy młodości/ Vademecum złotych rad w odchudzaniu!


ZNÓW SIĘ ROZPISAŁAM- WYBACZCIE POST ZOSTAŁ PODZIELONY NA TRZY CZĘŚCI.
Możecie przeczytać cały post albo interesujący Was rozdział tj, cz1,cz2,cz3.
I część: cała moja historia od dzieciństwa aż do US
II część: Błędy młodości - czyli jak się nie odchudzać!!!
III część: Vademecum złotych rad aby odchudzić się ZDROWO!!
Uwaga post zawiera przekleństwo więc jeżeli nie akceptujesz wulgaryzmów nie czytaj w części III podpunktu 6!




Okej kochane! Te które mnie czytają dłużej, wiedzą, że w pół roku przytyłam w US 13kg! traciłam je długo, przez 2 lata z większymi i mniejszymi sukcesami. Jednak po wczorajszym tekście, gdzie poruszony został temat anoreksji, zastanawiam się, co faktycznie u mnie było największym problemem te 13 kg ekstra, czy ciągła niedowaga- która nie była spowodowana ani anoreksją ani bulimią, wszytko zostanie wytłumaczone dalej.
Przyznam, że wolałabym nakręcić na ten temat film, bo na YT większa ilość osób mogłaby go zobaczyć, jednak, że mój komputerek, ostatnimi czasy wariował przy edycji filmów i ostatecznie skończyło się to na 5 formatach dysku, film z przyczyn technicznych nie powstanie. Zaznaczam wszech i wobec, że jak tylko dorobię się lepszego sprzętu  to o swojej historii powiadomię widzów YT.


I CZĘŚĆ
Info: ja lat 19 ważąc 53kg (tak wiem miałam niedowagę) mierząc 176 wyjechałam na 6mc do US po powrocie ważyłam 66kg, miałam pierwszy raz w życiu pucie policzki, z czego moja mama była bardzo zadowolona , ja zdecydowanie mniej.
Sorry od razu jeżeli ktoś poczuł się teraz rozczarowany, to nie będzie historia o dziewczynie, która schudła 20 kilogramów i nosiła rozmiar 46. To historia dziewczyny, która opamiętała się dość szybko, że jedzenie w nadmiarze bez ruchu to przepis na wielki problem.
Poznaj moją historię
Wczesne dzieciństwo do 12 roku życia:

Ja z prawej z lewej moja kuzynka o rok starsza- porównajcie sobie nasze sylwetki!!!
Miałam wieczną niedowagę, a moje chude nogi patyki doprowadzały mnie do szału.
Tak leczyli mnie na tą niedowagę, jakimiś preparatami wspomagającymi łaknienie -bla bla bla. U mnie problem polegał na tym, że nie przyjmowałam jedzenia, wszytko zwracałam.
ZAZNACZAM TU I TERAZ JUŻ NA POCZĄTKU TO NIE BYŁA ANI BULIMIA ANI ANOREKSJA CHOĆ WYGLĄDAŁAM JAK OSOBA CHORUJĄCA NA TE CHOROBY, W ODRÓŻNIENIU OD A I B JA CHCIAŁAM PRZYTYĆ, MARZYŁAM WYGLĄDAĆ NORMALNIE, A NIE JAK DZIECKO Z ETIOPII  MARZYŁAM ŻEBY NIE ZWYMIOTOWAĆ, BO SPRAWIAŁO MI TO BÓL 
( przepraszam jeżeli ktoś poczuł się urażony tym opisem). Jednak było zupełnie inaczej zjadłam 3 kęsy kromki z szynką i robiło mi się niedobrze, to samo było z ziemniakami, jajecznicą, kurczakiem praktycznie nie mogłam jeść niczego. Wszyscy próbowali mi wmówić bulimię, do tego stopnia, że sama zaczęłam w nią wierzyć. Problem polegał na tym, że ja wcale nie uważałam swojego chudego ciała za coś pięknego, wręcz przeciwnie chciałam wyglądać tak jak inne dziewczynki, chciałam żeby rzeczy na mnie nie wisiały, chciałam usłyszeć od cioć i znajomych rodziców: O Marysiu jak ty ślicznie wyglądasz a nie, wieczne nazywanie mnie pajączkiem, komarkiem, zasuszonym sucharkiem, szczurkiem czy bidulką. Nie czerpałam satysfakcji jak bulimiczki z jedzenia dużych ilości a potem ich zwracania, jedyne co czułam podczas jedzenia to strach, że zaraz zrobi mi się niedobrze i wstyd, że za chwilę zwymiotuję.
W przedszkolu pamiętam jak inne dzieci bawiły się w zabawy, a ja leżałam zwinięta w kłębek na dywanie z bólem brzucha przez kilka godzin, myśląc tylko żeby nie zwrócić śniadania z rana. Bo znów wszyscy będą, krzyczeć, bo znów mama krzyknie musisz jeść inaczej umrzesz, bo znowu wszystkich zawiodę. Wieczny krzyk, mój płacz i ból brzucha tak kojarzyło mi się jedzenie. Lekarze nie potrafili mi pomóc, przez wspomagacze na łaknienia jadłam ale nadal wymiotowałam. Zjedzona mała kanapka, która zostawała u mnie w brzuchu była celebrowana jak święto narodowe.
W pewnym momencie moja mama okazała się mądrzejsza od wszystkich lekarzy razem wziętych i zaczęła mnie karmić tym co lubię czyli WARZYWAMI. Surówki i sałatki jadłam zawsze. Kolejną pomocną rzeczą było to, że dostawałam miskę z sałatką i oglądałam bajkę, nikt mi nie mówił jedz szybciej. Jadłam ją w swoim tempie czyli godzinę albo i dłużej. Koniec z krzykami, groźbami. Dalej powoli do mojego jadłospisu zostało wprowadzone mięso kurczaka  w ilości…. kostki  prostopadłościanu 2x3x0,5 cm. Jadłam „takie coś” czyli kostkę mięsa tylko i wyłącznie jeżeli czekała na mnie nagroda, ktoś przeczytał mi bajkę albo się ze mną pobawił. Stopniowo zaczęłam jeść wszystko, nie czując strachu, przestało mi być również niedobrze jedyne co mi tylko pozostało z tamtych lat to wstręt przed brukselką  i golonką- bleeeeeeeeeeeeeeeeeeeee
Nastolatka
Okres dojrzewania cóż mimo, że organizm chciał więcej ja nadal jadłam jak wróbelek. Po prostu nie czułam się głodna. Nadal miałam niedowagę, jedyny plus to to, że jedzenie zostawało w moim żołądku. Nowy problem jaki się pojawił to miłość do słodyczy i chipsów.
Liceum
Jedzenie nie ma dla mnie żadnego znaczenia (tzn. nie przeżywam już traumy przed śniadaniem,  obiadem itd) Jem normalnie- ale niekoniecznie zdrowo. Nadal niedowaga.
Wyjazd do US.
To trzeba zobaczyć na własne oczy, wiedziałam, że tam są otyłe osoby, ale nie wiedziałam, że są tak ogromne. Pierwszy raz na oczy zobaczyłam, że ktoś z nadwagą porusza się na wózku elektrycznym nie dlatego, że nie umie chodzić, ale dlatego, że nie jest wstanie udźwignąć swojego ciężaru na nogach. Byłam oszołomiona faktem, że 70 procent osób jest otyłych albo walczy z ekstra kilogramami. Chyba po raz pierwszy w życiu zaczęłam zastanawiać się nad jedzeniem. Więc czemu utyłam? Ostatnio dużo myślałam na ten temat i w końcu znalazłam przyczynę.

PRZED - tak wyglądałam zaraz po przylocie, zwróćcie uwagę na ręce, nogi i brzuch.


A tak po 6 miesiącach Zaznaczam, że możecie się rozczarować, jeżeli sądziłyście, że wyglądałam jak grubasek- wieźcie jednak poprawkę na to, że ja przez całe życie miałam niedowagę. Także taka zmiana w ciągu tylko sześciu miesięcy była dla mnie OGROMNA.



popatrzcie jak układa mi się bluzka na brzuchu
Twarz zaokrąglona po raz pierwszy widoczne są policzki, a nie kości.

 

Jak widać nad brzuchem przyda się popracować, jak to mówi mój chłopak jest masa jest z czego rzeźbić mieśnie!


Jadłam zdrowo a z przetworzonej żywności wybierałam tylko tą, gdzie był napis low fat,   fat free, diet, albo low sugar  itp. Itd. Jednak codziennie piłam large cup of coconut frappuccino with double whipped cream- a to cudo miało 1000 kalorii, do tego w ciągu dnia piłam do 3 puszek 7up i zjadałam miseczkę najpyszniejszych lodów na świecie. Gwarantuję Wam nigdzie więcej nie jadłam tak pysznych słodyczy jak tam. Co z tego, że jadłam zdrowo jeżeli nadrabiałam piciem słodzonych napojów i kalorycznymi lodami. Jeżeli zastanawia Was czy jadłam Fast foody to odpowiedź brzmi nie, nie cierpię tłustych rzeczy i takie coś kompletni mi nie smakuje. (dzisiaj jedyne co lubię to pizzę ale tylko z pizzy hut (jem ją 3 razy w roku) i chipsy o częstotliwość jedzenia proszę nie pytajcie.) Taka jest oto historia moich 13 kilogramów.
Po przytyciu powinnam się więc cieszyć, że w końcu mój BMI pokazuje wagę w normie. Jednak było zupełnie odwrotnie.
Mój brzuch był moim największym kompleksem, tam odłożyło się najwięcej tłuszczu, wyglądałam jak w 3 mc ciąży. Moi znajomi szybko określili mój styl ubioru jako matki spodziewającej się dziecka, czyli bluzki lejące się ze ściągaczem na dole, bluzy z kieszenią „na przedzie” , albo tuniki z paskiem zawiązanym wysoko, nigdy nic obcisłego.

II CZĘŚĆ 
Czas odchudzania czyli katastrofa za katastrofą
Moje początki z odchudzania, to jedno pasmo niepowodzeń!!!! Brak wiedzy, brak wiedzy, jeszcze raz brak wiedzy, bezkrytyczne słuchanie "rad" "inteligentnych" koleżanek (które w tym temacie były "specjalistkami") i życie pod ciężarem wielkiego kompleksu, że nie wyglądam tak jak dziewczyna z magazynu reklamująca strój kąpielowy. Psychicznie? czułam  się źle ze sobą, całe życie niedowaga, a teraz jakieś wałeczki, tłuszcz czyli totalnie nieznany mi świat.
Po kolei:
- zaczęły się głodówki- „genialna koleżanka” powiedziała mi, że schudła najwięcej biegając, pijąc wodę i jedząc gotowane na parze krążki cukinii. Zdesperowana widząc z jak szczupła osobą rozmawiam stwierdziłam, okej ma racje jeśli ona mogła to i ja. Pierwszy dzień jakoś zleciał, czułam głód, ale piłam dużo wody i dałam radę wytrzymać bez jedzenia zanim poszłam spać. Rano ścisk w żołądku, ból, czułam głód, zacisnęłam zęby i napiłam się wody z kilkoma kroplami cytryny- poczułam złość na siebie, że dodałam do wody kilka dodatkowych kalorii- tak piszę o cytrynie…  Koszmarnie czułam się cały dzień, głowa mi pękała. Wytrzymałam jeszcze 2 dni, a potem poszłam do sklepu i kupiłam całą siatkę słodyczy z chipsami. Zjadłam wszystko w ciągu jednej godziny, przepraszam użyję poprawnego czasownika zżarłam wszystko w ciągu jednej godziny. Po tym dniu obżarstwa nastąpiło podejście drugie, a po drugim następne. A po trzecim byłam tak wycieńczona i osłabiona, z gorączką, bo oczywiście jakaś infekcja mnie dopadła (całkiem normalna rzecz jak się nie przyjmuje żadnych mikroelementów ważnych do poprawnego funkcjonowaniu organizmu), że przez kolejne 2 tygodnie jadłam jak szalona. Po tych dwóch tygodniach stanęłam na wagę i przywitałam się z nowymi kilogramami nadwagi….
- rzuciłam głodówki- poszłam do dietetyka, mogłoby się wydawać bardzo mądra decyzja. Mogło gdyby dietetyk był mądry. Kobieta, z którą miałam do czynienia nauczyła się chyba na pamięć książkę dr Gilian McKeith i tak o to rozpoczęła się moja przygoda z dieta rozłączną i pustym portfelem, gdyż, bo, ponieważ na jadłospis jaki został mi ułożony miesięcznie spokojnie mogłam wydać 2000 złotych (na jedną osobę), marnując przy tym 60% kupionego jedzenia, gdyż, bo, ponieważ dieta była bardzo różnorodna, a wręcz orientalna, niektóre składniki do dostania tylko w Almie. A w tym czasie podchodziłam do przepisów dosłownie i jak było napisane pół łyżeczki Pesto z Francji to to musiało być Pesto z południowej Francji.
- następnie wpadłam na fenomenalny pomysł cud herbatki, saszetki, proszki, tabletki przez ten okres czasu marzyłam o tym, aby krzesło w moim pokoju było muszlą klozetową, koniec tematu.
- kolejny etap to załamanie, powrót do głodówek, objadanie się, kolejny efekt jojo.
- Po 1,5 roku kompletnie rozbita emocjonalnie, sfrustrowana swoim wyglądem, podniszczona na zdrowiu  postawiam na sport. I się zaczęły moje nieudolne wygibasy w pokoju przed komputerem z płytą, BEZ WIĘKSZYCH EFEKTÓW
 -  Aż pewnego dnia wściekła oznajmiam wszem i wobec, że jeżeli nie schudnę w ciągu jednego miesiąca 8kg to się poddaję. Zapisałam się do siłownie  chodziłam do niej 6 razy w tygodniu na 2 godziny zajęć, wolne miałam tylko w niedzielę.
Pamiętam jak dziś, przed zajęciami ze stepem jedna dziewczyna, powiedziała do drugiej:
Dziewczyna: jeszcze 3 minuty i zaczynamy woo-hoo!!!!
ja: Zmierzyłam ją z góry na dół i powiedziałam. Poważnie się cieszysz?!
Dziewczyna: Jasne! Uwielbiam step! (teraz ona zmierzyła mnie z góry na dół) a Ty nie?
Ja: Ja chcę tylko zrzucić kilka kilogramów, nie cierpię ćwiczyć, a stepu nie znoszę.
Dziewczyna: aha  i myślisz,  że jak zgubisz te kilogramy to już więcej nie będziesz musiała ćwiczyć?
Ja: No tak, wtedy będę mniej jeść, przez co nie utyję.
Dziewczyna: A co z kondycją fizyczną? Lepszym samopoczuciem, odstresowaniem się, zdrowszym wyglądem?
Ja: yyyyy eeeeee no przecież, dużo chodzę: na uczelnie, do sklepu, to nie wystarczy?
Ona: Oj dziewczyno mało wiesz o zdrowym życiu, co? Dla Ciebie ważne jest tylko chwilowa utrata wagi, dużo tracisz. Bardzo dużo tracisz.
W tamtej chwili pomyślałam WARIATKA JAKAŚ!! DZIEŃ W DZIEŃ ZMUSZAM SIĘ, ŻEBY PRZYJŚĆ NA SIŁOWNIĘ,  PODCZAS ZAJĘĆ SPRAWDZAM ZEGAR ILE JESZCZE ZOSTAŁO DO KOŃCA, NA KALENDARZU Z RADOŚCIĄ ODHACZAM DNI KIEDY JUŻ NIE BĘDĘ MUSIAŁA TU PRZYJŚĆ. LICZĘ KALORIE, KTÓRE ZJADAM, CAŁY CZAS SIĘ PILNUJĘ CO JEM, A ONA MI MÓWI, ŻE TO LUBI?? ŻE DUŻO TRACĘ NIE UPRAWIAJĄC SPORTU NA CO DZIEŃ?!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Miesiąc dobiegł końca. Schudłam około 6kg, miałam więcej energii i pozytywnego nastawienia. Dowiedziałam się, jak źle ćwiczyłam i wiele błędów popełniałam ćwicząc sama w domu. Wiedziałam też  jedno! Muszę utrzymać wagę, nie chce kolejnych efektów jojo!
Całe szczęście dla mnie 2 tygodnie później poszłam na wykład, którego tematem był: zdrowy styl życia. Dowiedziałam się bardzo ogólnie jak pozytywne jest jego działanie na nasz organizm. Przez kolejne dni czytałam o tym wiele i tak się wciągnęłam w tą tematykę, że ta pasja zaczęła wypełniać większość mojego wolnego czasu.
Zaznaczam do tej pory nie interesowało mnie zupełnie co jeść i dlaczego? To samo z ćwiczeniami,  przysiady, skłony, brzuszki, świeca kojarzyły mi się tylko z w-f – nie widziałam w tym nic interesującego, a na stwierdzenie, że muszę się ruszać, aby być sprawną fizycznie i pełną energii reagowałam mniej więcej tak: ooooo naaaaaaaaaprwdę???

Po tym studiowaniu bycia "fit" poczułam się jakbym obudziła się po długim śnie, przetarła oczy i zobaczyła nowy świat, a raczej doszła do tego jak on działa. Kolejnym kluczowym etapem było poznanie siostry mojego chłopaka, miała dla mnie brzuch marzenie, prosty jak deseczka.
Pamiętam jak powiedziałam do niej: zazdroszczę Ci tego brzucha, a ona w odpowiedzi przyznała, że codziennie ćwiczy brzuszki.
Kolejny mit w mojej głowie został obalony, do tej pory byłam przekonana, że niektóre osoby tak  mają, często się słyszy, a ja nic nie robię, po prostu mam takie rozbudowane mięśnie ud; no co ty ja siedzę przed telewizorem cały dzień, jem wszystko, a płaski brzuch mają wszyscy u mnie w rodzinie itp. itd.
Nareszcie po tym okresie nastał dla mnie czas, który nazwałabym świadomym jedzeniem i świadomym uprawianiem sportów.  Jeszcze przez chwilę interesowały mnie kalorie, potem przestałam na nie patrzeć i jadłam zdrowo, ograniczyłam zdecydowanie słodkie. Obecnie nie jestem w stanie zjeść jogurtu owocowego, bo jest dla mnie za słodki. Kupny sok w kartonie ostatni raz piłam 2 lata temu, teraz piję tylko świeżo wyciśnięty ze swojej sokowirówki.

III CZĘŚĆ
Co mogłabym poradzić osobom, które chcę schudnąć zaznaczam ZDROWO!  Bardzo ogólne informacje, które mam nadzieję, że zmienią twój punkt widzenia o odchudzaniu i zrozumiesz, że tu nie chodzi o zgubione centymetry, kilogram,y a o twoje zdrowie i kondycję fizyczną. Czemu jest ona dla mnie tak ważna, wielu chorobom cywilizacyjnych można zapobiec przez zdrowy tryb życia. Będąc w aptece następnym razem zauważ ile osób starszych kupuje leki na serce, zwróć uwagę jak te osoby się poruszają, chcesz tego?
Od czego zacząć?
7 WSPANIAŁYCH RAD
1. Stań przed lustrem, tak żebyś zobaczyła całą swoją sylwetkę. Obiektywnie oceń swoją budowę ciała. Zaakceptuj ją, tzn. szerokie biodra, brak wcięcia w talii, wąskie albo na odwrót szerokie ramiona. To najprawdopodobniej po odchudzaniu zostanie. Budowy kostnej nie jesteś w stanie zmienić! Koniec i kropka.
2. Chciałabym, żebyś proces odchudzania traktowała jak proces kreowania pięknej figurki przez rzeźbiarza- potrzebna będzie Ci cierpliwość, czas, wizja tego co chcesz osiągnąć, systematyczność i najważniejsze ciągła praca, nigdy się nie poddawaj- co by się stało gdyby rzeźbiarz przestał strugać figurkę po trzech dniach?? Pamiętaj, pierwsza figurka może wyjść taka sobie, kolejne rzeźby spod ręki artysty będą wychodzić coraz lepsze, aż dojdzie on do perfekcji, to samo będzie z twoim nabieraniem kondycji i układaniem menu na kolejne dni- z czasem staniesz się w tym mistrzem, a efekty same Cię zaskoczą!
3. Co jeżeli do tej pory jadłaś 3000 kalorii albo i więcej nie ćwicząc, prowadząc siedzący tryb życia, czy możesz przejść na dietę 1500 kalorii i ćwiczyć jak sportowiec?
 NIE!!!!! NIE MOŻESZ!!!!
Jeżeli jesteś naprawdę otyłą osobą, która dziennie pije 2l coca-coli do tego soki z kartonów, je fast-foody, siedzi na kanapie i przejdzie z dnia na dzień na tryb z wysoką aktywnością fizyczną to gwarantuję Ci, że po dwóch dniach poniesiesz klęskę i z frustracją wrócisz do swojego starego życia, a w najgorszym przypadku może skończy się to dla Ciebie nawet zawałem.
Naśladuj dziecko! Tak napisałam dziecko! Ono najpierw czołga się, żeby dosięgnąć interesującej go zabawki, po jakimś czasie raczkuje, potem robi pierwszy krok ( swoją drogą widziałaś jak ono się wtedy cieszy; ten uśmiech na twarzy),….. uwaga teraz coś co mnie najbardziej inspiruje…. robiąc pierwszy krok i puszczając się oparcia DZIECKO UPADA NA ZIEMIĘ!!! Chwilę płacze! Ale nie cofa się, nie powraca do raczkowania a potem do czołgania. W odróżnieniu od nas dorosłych ono nigdy się nie poddaje tylko wstaje i próbuje zrobić kolejny krok, po paru dniach chodzi aż w końcu zaczyna biegać. Czy widzisz ten postęp od czołgania do biegania?
Wróćmy do Ciebie osoby otyłej, małymi krokami osiągniesz wielki sukces. Dieta dla Ciebie na sam początek, to systematyczna eliminacja CUKRU!  W pierwszy tydzień zejdź z 2 litrów coli do 1litra, w kolejnym zrezygnuj z kupnych soków, co się stanie jeżeli nagle zamienisz colę na wodę z cytryną: BÓL GŁOWY ROZSADZI CI JĄ, nie będziesz nadawać się do niczego włączając w to ćwiczenia.  


Zaprzyjaźnij się z warzywami i owocami, liść sałaty i plasterek pomidora w hamburgerze to KOSZMARNIE MAŁO. Zjedz jabłko. Powoli zaczynaj wprowadzać zdrowe produkty do swojej diety. Zrób sobie shake banan, pomarańcz, brzoskwinia i pół szklanki wody, zmiksowane z kilkoma kostkami lodu- pycha! Zacznij maszerować, opuść swoją strefę dowodzenia ( kanapę vis-à-vis TV gdzie jedynym wysiłkiem jaki miałaś była zamian kanału na pilocie i sięgnięcie ręką po chipsy) i przejdź się na spacer 20 minutowy. Kolejnego dnia wydłuż spacer o dodatkową minutę. Po miesiącu znajdź dietę 2500 kalorii; może i dużo, ale zaczniesz ćwiczyć. Teraz ostra uwaga do Ciebie. Domniemam, że skoro ważysz więcej niż 15kg od swojej prawidłowej wagi, to byłaś dłuuuuuuuuuuuuuuuuuuugi czas na bakier z ćwiczeniami, wiec proszę Cię, schowaj swoją dumę w kieszeń i udaj się choć na jedno spotkanie z trenerem, który powie Ci jak POPRAWNIE wykonywać ćwiczenia. Tak jak pisałam we wcześniejszych postach sama sobie robiłam krzywdę, ćwicząc w domu z płytami DVD.
Pamiętaj z twoją nadwagą, ćwiczenie bez asekuracji i kogoś kto będzie korygował twoją postawę jest wręcz NIEBEZPIECZNE. Twoje stawy, kości będą Ci wdzięczne jeżeli dowiesz się jak masz ćwiczyć. Od siebie co mogę dodać, ćwiczenia na basenie to idealny początek, stawy w wodzie są zdecydowanie odciążone, rower również jest bardzo wskazany i spacery.
4. W miarę możliwości przestań być profesjonalistką w każdym calu, nic bardziej nie zniechęcało mnie do ćwiczeń jak to, że nie umiałam ich wykonywać idealnie. Pamiętaj, powtarzaj rób skłony nawet jeżeli tylko będziesz sięgać rękoma do kolan, po 2 miesiącach może uda Ci się sięgnąć do połowy łydek to będzie twój OSOBISTY SUKCES!
To samo tyczy się jedzenia, jeżeli w przepisie podane jest: brokuły ugotuj na parze, a właśnie zapomniałaś je kupić i zniechęcona myślisz, po co ja się tak męczę z ta dietą, nie prościej byłoby wrzucić do gorącej wody pierogi i mieć obiad gotowy w 5min? Oczywiście, że byłoby prościej tylko czy o to Ci chodzi? Czy chcesz tak szybko się poddać? Nie masz brokuł, to zamień je na marchewkę, albo jabłko BĄDŹ KREATYWNA!
5. Uzbrój się w cierpliwość: objadałaś się przez 5 lat nie oczekuj, że wrócisz do formy w 5 dni. Racjonalny okres czasu to pół roku, a najlepiej rok systematycznych ćwiczeń. Sorry ale taka jest rzeczywistość.
6. Nie śmiej się z dziecka, które wierzy we wróżki i krasnale, skoro Ty wierzysz , że połykając cud tabletki po 10 dniach obudzisz się szczupła. Może napisze to bardziej dosłownie : KURWA MAĆ po tabletce? Szczupła?  W 10 dni? Poważnie? Czy ty masz sieczkę zamiast mózgu??????
Ok. Mary liczymy do siedmiu 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7 wdech, wydech, wdech, wydech, wdech, wydech. Poważnie temat suplementów drażni mnie najbardziej. Oki, już jestem spokojna! Pomyśl zamiast szprycować się suplami, które często gęsto nie są tanie, kup sobie miesięczny karnet na siłownię, albo piłkę gimnastyczną i ćwicz dziewczyno, ćwicz!!
PS Nie przeczę są też dobre suplementy, ja co dzień łykam tran norweski, jednak większość tabletek fit cud działa przeczyszczająco- odwadniasz się zamiast chudnąć- Czy to wystarczająco jasne?!
7. Za ten podpunkt możecie mnie znienawidzić. Wiec może lepiej go nie czytajcie. Podziała na Was, jak nie zimny, a lodowaty prysznic. Na mnie tak 3 dni temu podziałał pewny film (do zobaczenia niżej ). 
Wiem, że w komentarzach pojawią się wasze zapewnienia, i chwalenie mojej osoby typu ( dzięki Wam moje ego ostatnimi czasy bardzo rośnie):
jesteś wspaniała, piszesz mądrze, okej zaczynam dietę, zmotywowałaś mnie do działania, od teraz moje życie będzie wyglądać inaczej itd.
Moja odpowiedź od dziś na te zapewnienia będzie niezmienna:
Naprawdę zmotywowałam Cię do działania? Naprawdę zaczniesz ćwiczyć i dbać o siebie?

To teraz uważnie posłuchaj mojego pytania:
ile to już razy mówiłaś sobie, że od dziś zaczniesz ćwiczyć, że jesteś zmotywowana, że to ostatni dzień twoich złych nawyków? Ile są warte twoje słowa i obietnice?


Od siebie dodam matematyczną kalkulację załóżmy, że będziesz żyła do 100! Pamiętaj sama jesteś kreatorem swojej przyszłości, to TY decydujesz co się dziś pojawi na twoim talerzu, to TY będziesz mieć swój trening albo i nie, to TY włożysz do swoich ust ociekającą tłuszczem golonkę albo schrupiesz ze smakiem pyszną soczystą kalarepę, to TY poćwiczysz dziś brzuszki przez 15 minut albo siądziesz wygodnie na kanapie przed telewizorem, to TY możesz okazać się spryciulą i możesz godzinę oglądać seriale, ćwicząc przy tym brzuszki i kręcą hula.
Sama musisz zacząć dbać o siebie i szukać swojego szczęścia, tak naprawdę osoby, które interesują się twoim życiem, ograniczyłabym do bardzo wąskiego grona wspaniałych przyjaciół i rodziny. Można by powiedzieć, dość prozaiczny przykład/dowód: zdjęcie grupowe, gdy je widzisz kogo szukasz najpierw koleżanki, siostrzenicy czy siebie? No właśnie!

Odpowiedz dziś sobie, chcesz cieszyć się zdrowym życiem? Jeśli tak życzę Ci sukcesów, a gdy zdarzy się porażka, zjesz jednej nocy cały tort czekoladowy i popijesz go 2 litrami coli, zachowaj się jak dziecko, wstań przestań się mazać i kontynuuj swój plan, aby osiągnąć swój cel! Twoje życie, twoje decyzje!
Wracaj do mnie po dalszą motywację i dziel się swoimi wynikami  u siebie na blogu (jeśli chcesz)!

Mam nadzieję, że po tym gniewnym wpisie będziecie mnie jeszcze chciały czytać, ale musiałam z siebie w końcu wyrzucić to co sądzę na temat zdrowego trybu życia.

Dla mnie zdrowy tryb życia to nie drakońskie diety ani mordercze treningi, to zabawa z ćwiczeniami, gdzie endorfiny produkowane są w nadmiarze, to również zabawa z żywnością, łączenie i próbowanie nowych smaków, to walka z systematycznością i często zmuszanie się do kolejnego treningu, a wszystko po to, że by cieszyć się zdrowiem, jak wyrobię sobie przy tym płaski brzuch to w sumie się nie pogniewam.

Obecny mój cel: to przytyć, przytyć, i jeszcze raz przytyć parę kilo i dalej się rozciągać, rozciągać i rozciągać, może pod koniec roku zrobię w końcu szpagat!

Chciałabym żeby moje ręce i nogi wyglądały jak po tym przytyciu w US. Jednak nie pozwolę już tym razem, żeby brzuch stał się moim kompleksem!!!



Moje obecne zdjęcia: sprzed tygodnia, czy widzicie ten bicepsik??? słodziak z niego!



Nie daj się zwieźć temu co widzisz w TV/ gazetach, w każdym poście na koniec będę publikować ten filmik aż sobie wbijesz do głowy, że większość tego co widzisz to fikcja Photoshopa!





79 komentarzy:

  1. Po tym co napisałaś odnośnie komentarzy, chyba wszyscy się boją :D
    Dobry tekst i warto, jeśli choć jedna dziewczyna coś przez niego zrozumie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahahhaha wiem pojechałam po bandzie :)
      Czemu Wy dziewczyny jeszcze nei śpicie?

      Usuń
  2. Świetny wpis! Nie wiem, czy śmiać się, czy płakać nad tymi błędami, które popełniają wszystkie odchudzające się dziewczyny... Całe szczęście, że już ponad 7 lat temu opanowałam się i ich nie robię :)

    Bicepsik rzeczywiście słodziak, też się zachwycam swoim zarysem mięśni na ramionach :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a u Ciebie jaki punk był zwrotny w odchudzaniu, kiedy się ocknęłaś, że robisz coś nie tak?

      Rosnące mięśnie cieszą :)

      Usuń
  3. Jak zobaczyłam ile tego jest to pomyślałam "nie, nie czytam tego." Jednak coś mnie podkusiło i zaczęłam czytać, czytać, czytać, czytać aż dotarłam do końca w zupełnym szoku. Teraz widzę, że jestem do Ciebie bardzo podobna i wiem, co może mnie spotkać. Od zawsze mam niedowagę, jem malutko i tak jak było w twoim przypadku-nienawidzę swoich chudych nóg! Zawsze twierdziłam, że skoro jestem szczupła to wszystko mogę. Mogę jeść słodycze, mogę pić cole, mogę się obżerać ile wlezie. Zawsze chciałam przytyć i to jest moim celem, jednak widzę, że nie o to tu chodzi, nie chodzi o to, żebym jedząc słodycze, pijąc cole i obżerając się przytyła tylko, żebym zdrowo przytyła! Do 15 roku życia jadłam tyle co kot napłakał, potem nastąpił przełom-zachorowałam, zwykła jelitówka, którą miałam przez całe 14 dni, nie jadłam nic, byłam odwodniona, nawet kroplówki mi nie pomogły. Po chorobie zaczęłam jeść normalnie. Siedząc z moją kuzynką, która zawsze jadła więcej i szybciej to ja nagle jadałam więcej (w tym przypadku więcej oznacza normalne śniadanie 15 latki) i szybciej(w tym przypadku szybciej oznacza nie godzinę jak było do tej pory, a 15 minut) Fakt faktem nadal mam niedowagę, mimo, że minęły już 3 lata, ale przytyłam, mogę kupować ciuchy w normalnych sklepach, cieszę się jak widzę, że coś jest na mnie za małe. Pamiętam jak w szkole na wf robiliśmy piramidy i po świętach usłyszałam od koleżanki "ojej, Agata, przytyłaś!" Radość była niepohamowana. Chcę jeszcze trochę przytyć, a potem utrzymać wagę, mam nadzieje, że mi się uda i, że zdjęcie, które widzę po lewo będzie moją motywacją :)

    Jak już kiedyś mówiłam, jesteś naprawdę wspaniała, że pomagasz osobom otyłym w ten sposób, mam nadzieję, że jest ktoś kto się od Ciebie wiele nauczył, a nie napisał tylko "super, od dzisiaj zaczynam ćwiczyć", bo to tylko słowa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łącze się w bólu- jeśli chodzi o niedowagę. Nieprzyjemnie słucha się o sobie komentarzy typu chudzielec.
      niezmiernie mi miło, ze zdjecie po lewo będzie motywacją :)))))))
      Życze powodzenia w tyciu, będe dopingować.

      Usuń
  4. Dzięki za ten wpis.
    Wyglądasz teraz świetnie, fajnie, że umiesz już racjonalnie dbać o figurę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a dzięki, racjonalność to podstawa!

      Usuń
  5. a ja napiszę tylko, że kocham Cię za ten wpis. ;-) idealnie przedstawia podejście do odchudzania osób, które chciałyby, ale zaraz im się odechciewa bo to kosztuje trochę pracy i czasu.

    doskonale rozumiem, że źle się czułaś, kiedy przytyłaś. Ja nigdy niedowagi nie miałam, ale swego czasu stałam się takim małym "księżycem". chociaż inni mówili, że wyglądam ok, ja czułam się źle sama ze sobą. oczywiście przeszłam przez etapy wszystkich diet cud, suplementów, ale chyba było mi to potrzebne, żeby w końcu dotarło do mnie, co jest dobre, a co złe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na twarzy banana mam :))))))))))))))))
      albo może raczej nike znaczek :DDD
      dzięki za prze kochany komentarz. Z perspektywy czasu tez tak myślę, o tych potyczkach, że to była swego rodzaju lekcja. Jednak patrząc na niektóre znajome, to jakoś nie łapią, że głodówki nie działają i co ważniejsze wyjście tracą kg dokładnie tylko na Sylwestra, wesele itd.

      Usuń
  6. ja miałam trochę na odwrót, jako dziecko byłam strasznym pulpetem, po prostu kulka, nie mieściłam się w sukienki :D itd, całe szczęście to było w przedszkolu, więc nikt tego nie pamiętał. Dopiero w gimnazjum schudłam tak porządnie, w 2 klasie pamiętam jak pani od rosyjskiego na początku roku spytała mnie "Aniu co ty zrobiłaś że tak schudłaś? nie do poznania!" a ja nie robiłam nic. na prawdę, w wakacje bywałam praktycznie codziennie w kfc, imprezowałam, ale z perspektywy czasu myślę, że po prostu z tego wyrosłam. Teraz nie jestem jakoś mega chuda, nie jest to moja najmniejsza waga, mogłabym trochę zrzucić,ale tak na prawdę dobrze mi ze sobą, nie chcę podejmować żadnych wyrzeczeń żeby móc pobiegać w stroju kąpielowym w wakacje.
    wyglądasz prześlicznie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahahhaha Aniu : "nie chcę podejmować żadnych wyrzeczeń żeby móc pobiegać w stroju kąpielowym w wakacje" to zdanie mogło by byc hasłem jakieś kampanii reklamowej:P
      pamiętaj, w ćwiczeniach nie tylko chodzi o gubienie kg i cm, a w sumie najbardziej o poprawę kondycji :)
      PS swoją drogą to bardzo chciałabym zobaczyć twoje zdjęcie takiego małego pulpecika, to juz drugie o które prosze, jeszcze twoją ciocię- mojego sobowtóra :))

      Usuń
  7. ja swojej historii tu nie opiszę, bo zbyt długa jest.. Ale dziękuje za wpis, przypomniałaś mi o starej mnie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja jestem bardzo ciekawa twojej historii, wracaj do mnie i opisz ją proszę :))

      Usuń
  8. Jeśli mam być szczera, kiedy tylko zobaczyłam długość notki, pierwsze co przyszlo mi przez myśl, tak: "nie czytaj tego". Zwłaszcza, że to historia osoby, która od zawsze miała niedowagę. Osobiście zawsze zazdrościłam takim osobom. Od kiedy weszłam w okres dojrzewania, tak zaczęły się wahania wagi. Niby jadłam tak jak kiedyś a mimo wszystko tyłam. Potem, kiedy świat zaczął mi się walić i zostałam calkiem sama, zaczęłam zajadać smutki - tyć jeszcze bardziej. Przyjęłam, że tak już musi być i tego nie powstrzymam. Więc z roku na rok wyglądałam jak jeszcze większy baleron. Nawet kiedy próbowałam zacząć dietę, wyeliminować całkowicie słodycze - wszystko konczyło się fiaskiem. W pewnym momencie wzięłam się porządnie za siebie i schudłam w 2mc 11kg, wyglądałam jak człowiek. Niestety, zaprzepaściłam wszystko gdyż wróciłam do starych nawyków - pragnęłam normalności. Ileż można sobie odmawiać? Opuściłam siłownię, gdzie niegdyś spędzałam min.2-3h codziennie. Teraz mam na swoim koncie jakieś 20 nadprogramowych kg i nie potrafię znów wziać się za siebie. Byłam u dietetyczki (tak jak i Ty, nie trafiłam zbyt dobrze) choć przyznaję, schudłam 7kg. Co z tego, kiedy teraz nie mogę patrzeć na jogurty, warzywka na patelnię, kurczaka i jabłka - co stanowiło podstawę w mojej diecie i miałam jeść codziennie? Nie czuję się dość silna, brak mi motywacji. Szybko się zniechęcam, nie jestem kreatywna - posiłki monotonne. Jestem leniem. Ech..

    Dziękuję za ten post.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "ie czuję się dość silna, brak mi motywacji. Szybko się zniechęcam, nie jestem kreatywna " hahahhahha już wiem skąd nikc Humorzastej się wziął. Coż za humorek :PP
      Proponuję małe kroki, zamiast windy schody, zamiast usiąść na kanapie zrobić 10 przysiadów. Chudłaś wcześniej wiesz jak to działa, trzymam za Ciebie kciuki. Pomyśl w ten sposób, 20 kg nadwagi jak zrzucisz w tym miesiącu 1,5 to w maju, zostaną Ci tylko już 17,5 :)

      Usuń
  9. Ciekawy i rzeczowy tekst. Jestem po AWF-ie, więc sprawę ćwiczeń powinnam mieć w małym paluszku i teoretycznie tak jest, gorzej z praktyką...ale to przemilczę. Ostatnio miałam doła odnośnie swojej wagi, bo wyszło,że szewc bez butów chodzi. Chciałam jeszcze tylko wspomnieć,że najwiekszy ruch w klubie fitness widze na początku grudnia i tuz przed wakacjami.... może Twój artykuł rozjaśni wielu w głowie....że odchudzanie czy raczej dążenie do dobrych efektów,to długa droga...
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja jeszcze dorzuciłabym, że wzmożonym ruch jest tez dokładnie zaraz po nowym roku, jak wszyscy próbują swoje postanowienia noworoczne spełniać.
      tak to długa droga, ale można ją w dość rozrywkowy sposób spędzić :PPPPP
      Pozdrawiam i zabieramy się do Ćwiczeń Paillette:P

      Usuń
  10. Strasznie mnie tym postem zaciekawilas! Sądzę, że masz rację. Jesli chudnac, to zdrowo. Teraz wygladasz znakomicie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Napisałaś ostatnio że mam w swoim spisie blogi Pro-ana o który dokładnie Ci chodziło: http://insediamento.blogspot.com/ ??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. DOKŁADNIE TEN! wydawało mi się, że jeszcze jeden ale teraz go nie widziałam.

      Usuń
    2. Własnie się nad nim zastanawiałam to nie jest typowe pro-ana tylko po prostu mało je. Może znasz jeszcze jakieś blogi które by się nadawały? Bo szczerze mówiąc trudno o takie, chociaż ostatnio znalazłam świeży ale fajny :)
      Klik :)

      Usuń
  12. wow faktycznie się rozpisałaś ale muszę przyznać super post fajnie jest mieć takie vademecum złotych rad w odchudzaniu dlatego wydrukuje sobie to i powieszę na moją tablicę motywacji chyba nie masz nic przeciwko? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzęęęęęęęęęęęęęęękuję! drukuj, będzie mi niezmiernie miło!

      Usuń
  13. Nie odniosę się do żadnej cześć tekstu... ale tylko dlatego że nie wiem do której ;P Dobrze piszesz! aż mam ochotę wysłać to do mojej mamy i przyjaciółki które z moich rad z własnego doświadczenia, wyniosły tylko krótko terminowa wiedzę... Dzisiaj kumpela spytała mnie na przerwie gdy jadłyśmy twixa .. jak to jest że schudłam jem słodycze i nie tyję.. (?) - bo ćwiczę.. I możesz się domyślić że to był koniec tematu ;P
    Mam nadzieje że w porę przeczyta to wiele niedoświadczonych odchudzacczek ;))
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak domyślam się, że nastał koniec tematu. Czemu ludziom tak trudno uwierzyć, że Ćwiczenia spalają kalorie....
      Prześlij mamie i koleżance, własnie dlatego powstał ten wpis, mam nadzieję, że wiele osób go przeczyta, a co najważniejsze ZROZUMIE i nie bedzie robić takich błędów jak ja.
      Pozdrowionka!

      Usuń
  14. Dużo przeszłaś ze swoim ciałem, ale teraz Twój wygląd jest Twoją nagrodą!

    A z kolanami... różnie mawiają, każdy ortopeda mówi coś innego, ale na artroskopię się nie wybieram, przynajmniej nie teraz - jak już to w ostateczności, choć żadnemu ze swoich pacjentów nie powiedziałabym tego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. sprawdziłam co to znaczy artroskopia- uuuuu Sandi poważna sprawa, uważaj bardzo na swoje kolano.

      Usuń
  15. Wpis ukazuje całą prawdę o odchudzaniu. Jednak z perspektywy osoby szczupłej nie jesteś w stanie dostrzec wszystkich aspektów odchudzania, które grubasów (takich jak ja) dotyczą.
    Twoje rady są jak najbardziej trafne i racjonalne, jednak "troszkę zapomiałaś" jak wiele zależy od psychiki.
    Mimo wszystko super wpis :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahahahhahaha Ewcia z tą psychiką Ci się udało, otóż mam wiele do powiedzenia w tej kwestii i powstanie o tym osobny post jak również o medytacji, nie wiem kiedy bo na razie mam dość konkretne zamieszanie w swoim życiu i z pisaniem zwolnię tempo na swoim blogu przez najbliższe 2 mc.
      Co do pierwszej częsci komentarza, masz rację, nie byłam w ciele osoby, która waży 100kg, albo 150 kg jednak sądzę, że odchudzanie u niej wygląda dość podobnie tylko, tylko jest dłuższe 5 razy i faktycznie psychika w tak długim okresie czasu jest bardzo istotna.
      dzięki, że wpis Ci się podobał.

      Usuń
  16. Kurcze, mnie się nie wydaje, że po Twoim "przytyciu" wyglądałaś jakoś niefajnie. Twoja sylwetka była ok, wygląda na rozmiar 38/40, ale rozumiem, że czułaś się w nim źle. Ja też kiedyś byłam szczupła. Zawsze jadłam dużo, ale zawsze też w moim życiu było sporo sportu. W połowie studiów przestałam mieć czas dla siebie - do nauki doszła praca, która potem na kilka lat kompletnie mnie pochłonęła. Na basen chodziłam od wielkiego dzwonu, o fitnessie mogłam zapomnieć częściej niż raz dwa razy na miesiąc bo umówienie się gdzieś na konkretną godzinę przez pracę raczej nie wypalało. Niestety nie ograniczyłam też jedzenia i efekt był opłakany. Otrząsnęłam się dopiero jakieś dwa lata temu. Zaczęłam tracić wagę i wróciłam do regularnych ćwiczeń. Od czasu zakupu wagi straciłam jakieś 13 kg, ale sądzą, że rzeczywisty spadek kg jest większy. W tym roku znowu zaczęłam chodzić w rozmiarze S:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no nie czułam się fajnie! Masz niezłe oko, rozmiar który nosiłam wtedy to 40!!!! teraz wchodzę w 38, koszulki mogłabym spokojnie nosić 36 ALE JESTEM WYSOKA I WSZYSTKIE SA ZA KRÓTKIE :( dlatego czesto gesto musze się zadowolić niedopasowana wieksza 38.
      Gratuluję dbania o siebie, i ciesze się, ze piszesz też u siebie fit wpisy. A już totalnie dziękuję Ci za wpis o hula dzięku któremu zaczyna pojawiac się u mnie talia!!!!
      Katja nie mogę wejść do Ciebie na bloga, od 2 wpisów mój antywirus zamyka mi twoją stronę, twierdząc, że znajduje się na niej złośliwy element zagrażający komputerowi ( a ze jestem po 5 formatach to słucham go i ze smutkiem tylko z lewej strony widzę fragment twoich postów), twój blog jest jednym z moich ulubionych. Mogłabyś sprawdzić, czy nie masz w ostatnich 3 postach jakiegoś obrazku z sieci?? Mi raz przez własnie obrazek wysypał się system- miał w sobie trojana :/

      Usuń
  17. przeszłaś niesamowitą drogę! mam nadzieję, że trafi tu jak najwięcej osób z nadwagą, którym będzie się chciało przeczytać ten post, bo jest w nim wiele uwag, pod którymi ja sama podpisuję się każdą kończyną, a która (smutna prawda) przez większość społeczeństwa są ignorowane - bo sposób życia, o jakim piszesz, jest TRUDNY, wymaga wysiłku.

    ps faktycznie cute ten Twój biceps! :D

    OdpowiedzUsuń
  18. Kochana bardzo fajny tekst , i oczywiście też się zgadzam z tym co napisałaś , teraz 99 procent dziewczyn będzie pisać , że się zmotywowała i zaczyna ćwiczyć, a gówno prawda , sory ale większość z nich nie ma pojęcia nawet jak prawidłowo robić pompki i brzuszki !! KU*WA jak czasami czytam jak się nie które odchudzają to mnie szlag trafia !!!

    Jedyne do czego się mogę przyczepić z mojego doświadczenia to te suplementy , oczywiście nie mówie tu o cud-tabletkach ale o prawdziwych suplementach np l-karnitynie , cla , zielona herbata itp .
    Czasami ludzki organizm szczególnie u osób , które są aktywne potrzebuje dodatkowego kopa od środka by spalić złogi tłuszczu których za chiny nie ruszysz ćwiczeniami do takiego stopnia jakbyś chciała .

    Ja przez 7 lat nie mogłam się pozbyć cellulitu i tkanki tłuszczowej z ud , mimo tego , że ćwiczyłam 7 razy w tygodniu , siłownia , basen bieganie itd , no ani rusz , mięśnie się budowały ale łuszczu nie paliły ... ale zaczełam pić l-karnityne w płynie i ruszyło , trochę mnie wspomogło .
    Ale to tylko jak jesteś naprwdę aktywna to to powinnaś pić bo inaczej nic ie da :) Poczytaj troszkę o tym bo widzę , że bierzesz to jako nieliczna na poważnie i się nie obijasz i nie ćwiczysz tylko "słownie" !
    Ale jeśli ktoś ćwiczy rekreacyjnie to mu to nie potrzebne bo jeśli zacznie się naprawdę ruszać to spali ten tłuszcz :)
    Masz zdrowe podejśćie !!!
    A co do liczby kalorii , w szczycie sezonu gdzie zawody miałam co tydzień to potrafiłam jeść dziennie 3000 - 4000 kalori żeby uzupełnić braki i tak byłam głodna i słaba , także jemy zdrowo ale tyle ile potrzebuje nasz oragnizm przedewszystkim wtedy gdy trenujemy lub uprawiamy sport !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki za wszystkie cenne uwagi. do suplementów się ustosunkuję jeszcze trochę, dokładnie chodzi mi o te przeczyszczające nic nie wnoszące dobrego cud tabletki, proszki i inne obiecacze szczupłych sylwetek.
      sama uzupełniam vit C, oraz pijam tran, i jeszcze jeden suplement z wapnem plus 2 inne składniki. Nie miałam pojecia o L=kar? ze to takie cudo, myślałam, że to ściema jakaś,a tu proszę, rozważę, kupno, gdy zacznę konkretnie pakować- bo cellulit, mnie dobija :/
      tak i zgadzam się co do kalorii zapotrzebowanie na nie rośnie jezeli trening staje się bardzo intensywny. w poście jednak chodziło mi o to, że ostatnio czytam jakieś głodówki 1500kalori i treningi 3h, co jest dla mnie totalnie dramatycznym pomysłem!!!!!!!

      I oczywiście dziękuję za pochwały- niezwykle miło usłyszeć je z ust osoby, która tak intensywnie trenowała!!!!!

      Usuń
    2. http://www.sfd.pl/L_karnityna_pomaga_czy_odwrotnie_-t38559.html

      tutaj powyżej chyba 3 wypowiedź mówi o efekcie jojo :)

      http://dietaiodchudzanie.pl/l-karnityna/

      a tu bardzo dobrze przedstawiony problem l-karnityny jako "złotego środka " ale tylko dla mega aktywnych :)

      Poszukaj poczytaj i pomyśl ale myślę , że dla Ciebie wystarczy jakaś zielona herbata i bio cla też brałam i fajnie oczyszcza ( zobaczysz po kolorze 2 w toalecie ( wiem wiem trochę drastyczne i obrzydliwe ale jak mamy poważnie gadać to muszę to powiedzieć ;D ))

      Jeśli będziesz miała jakieś pytania to pisz jak coś to podpowiem jeśli będe w stanie , bo oczywiśćie nie będe wypowiadać się o czymś o czym nie mam zielonego pojęcia ;)

      Usuń
  19. Witam,
    jakiś czas temu przypadkowo trafiłam na Twój blog, pobieżnie przejrzałam notki i pomyślałam: 'o rety, od jutra zaczynam dbać o siebie'. Oczywiście nic z tego nie wyszło.
    Mam 16 lat, ważę 57kg przy wzroście 1,66m. I źle mi z tym. Miałam stałą wagę, po czym sporo schudłam pod wpływem stresu, aby następnie z depresją kilogramy wróciły z nadmiarem.
    Dzisiejszy wpis przeczytałam dokładnie i dziękuję Ci za niego. Następnym razem kiedy nie będę chciała wstać z łóżka i pójść na fitness Twoje słowa staną mi przed oczami i ruszę się. Początki są zawsze trudne, ale mam nadzieję, że później będzie już lepiej.
    Pozdrawiam Cię serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. potwierdzam poczatki sa zawsze trudne, trzymam kciuki za transformację ciała tak jak sobie tego życzysz. Pamiętaj bądź konsekwetna, a to będzie kosztować dużego samozaparcia z twojej strony, i powtarzaj sobie po każdym dniu ćwiczeń, jestem juz o kolejny dzień bliżej tego co chcę osiągnąć.
      Ostatnia rada, nie przejmuj się wagą, patrz na sylwetkę po paru tygodniach zaczną powoli rosnąć Ci mięśnie KTÓRE WAŻĄ, wiec nie panikuj, że waga pokaże wiecej kg, również popatrz na moje ostatnie zdjęcia ćwiczę regularnie ponad rok, jak widać bicepsu Pudziana nie mam, wiec spokojnie po ćwiczeniach nadal będziesz wyglądać dziewczęco, mięśnie naprawdę dłuuuuuuuuuuugo rosną :)
      Trzymam kciuki!
      Wracaj do mnie po kolejną motywację!

      Usuń
  20. Przypadkiem tu trafiłam, ale całkowicie się zgadzam z tym co tu napisałaś, sama bym mogła napisać podobnie.
    Ostatnio coraz częściej słyszę o odchudzających się osobach, głodówka, ciężkie ćwiczenia, na początek wymagają od siebie zbyt wiele i szybko się przez to poddają. Jeśli jedynym celem jest tylko szybkie zrzucenie kilogramów nic z tego nie wyjdzie, trzeba zmienić całe życie.

    Ale ja mam podobny problem jak Ty: ważę za mało (165 cm wzrostu i 46 kg, marny wynik, ale nic na to nie poradzę). Zawsze byłam wdzięczna za to co mam i nie zastanawiałam się nad tym co jem, nie ćwiczyłam, jednak niedawno zdałam sobie sprawę, że to nie będzie trwało wiecznie, a przede wszystkim najważniejsze jest moje zdrowie, zaczęłam się ruszać i naprawdę to pokochałam, zaczęłam zwracać uwagę na to co jem. I tylko uważam żeby przy tym wszystkim przypadkiem jeszcze nie schudnąć.

    PS. też chcę wreszcie zrobić ten szpagat :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję, że podzieliłaś się tu swoją historią, wygląda na to, że jesteś na dobrej drodze. Baw się jedzeniem i ćwiczeniami :P Ściskam :*

      Usuń
  21. hej, hej :) i ja przeczytałam całą Twoją historię :) jesteś wysoka i tego Ci zazdroszczę :)

    u mnie nie ma problemu z ćwiczeniami - uwielbiam ćwiczyć, szczególnie bardzo intensywnie :) natomiast mam problem z jedzeniem i ułożeniem diety, stąd moje wysiłki ćwiczeniowe idą na marne (jedyna zaleta to taka, że waga się ustabilizowała). mam nadzieję, że w końcu uda mi się zmobilizować i wkroczyć pełną parą w sensowna dietę i zrzucę te kilka kilogramów :)

    pozdrawiam Cię serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Wow. Gratuluję! Tekst naprwadę motywuje do wzięcia się za siebie!

    Muszę przemyśleć swoj zaplanowany wczesniej program odchudzania i nieco go zmienić. Zaczynając się odchudzać chyba naczytalam się nieco za dużo blogów popierających Pro Ana...

    jesteś inspirująca.

    Dziękuję za podrzucenie linka i pozdrawiam! ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Brawo za ten tekst! Na pewno nie sprawi on, że wszystkie, które go przeczytają od razu wezmą się za siebie i zmienią swoje podejście, ale jest to jakiś początek :)

    Od siebie dodam: lubię ćwiczyć, ale czasem nie umiem się zorganizować, wolę obejrzeć jakiś serial itp - i zawsze wtedy zadaję sobie pytanie: "Czy kiedykolwiek żałowałaś, że zamieniłaś serial/książkę/internet na ćwiczenia?" Odpowiedź zawsze brzmi NIE - i to mnie najczęściej motywuje :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Zaczytuję się w Twoje starsze wpisy by zaczerpnąć jeszcze więcej motywacji. Lubię taki porządne kopniaki w tyłek! I muszę Ci się pochwalić - po niespełna miesiącu intensywnych ćwiczeń z Ewą i bieganiu + diety (zdrowej!) w tali spadłam 4 cm a w rękach 5 cm! Reszta póki co bez zmian, ale to tylko kwestia czasu, bo uparta ze mnie koza! I nie odpuszczę! Pozdrawiam Cię gorąco i więcej takich wpisów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pięknie, po prostu pięknie!!! Zgadzam się reszta to tylko kwestia czasu, wieżę w Ciebie.
      Będą takie posty, ale jak widzisz do krótkich one nie należą i zajmują czas i szarpią nerwy, bo mnie trafia jak czytam "oświecone" które straciły na głodówkach iles tak kilogramów albo siedzą na siłowni po 4godz i pouczają dziewczyny. Właśnie dlatego powstał ten, dla wyjaśnienia tematu dogłębnie.
      Natalia motywuj innych do działania, miesiąc ćwiczeń to bardzo długi czas, więc wiem, że twoja przygoda z byciem aktywną rozpoczęła się nie na żarty! Buźka!

      Usuń
  25. Więcej takich rozsądnych wpisów na blogspotach! :) Tekst godny wydrukowania w jakimś magazynie ;) Masz absolutną rację co do diety :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marza dziękuję bardzo. Cieszę,się, że zmienilaś zdanie o diecie.

      Usuń
  26. Hmm, chyba w odpowiednim momencie Cię znalazłam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cieszę się, że będę mogła pomóc :P !!

      Usuń
  27. dobry tekst,może chociaż kilka osób coś zrozumie,pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Będę czytać ten post codziennie, będę codziennie rano oglądać Pani film na YT ("zacznij realizować...")
    Moja motywacja już nie działa jak kiedyś ale Pani działa z całą pewnością na moją motywację!

    Dziękuję, za ten post.

    OdpowiedzUsuń
  29. Świetna notka :) , dobrze, że codziennie ćwiczę i trzymam zdrowe odżywainie :D. Super ciało! Biceps :) !

    OdpowiedzUsuń
  30. Po przeczytaniu tego dało mi to trochę do myślenia. Mam 15 lat może zacznę od tego. W wakacje zaczęłam stosować dietę Dukana. Niby schudłam 13 kg. w 2 tygodnie ale moje samopoczucie się strasznie pogorszyło. Miewałam zawroty głowy, nie dałam rady długo ustać w jednym miejscu itp. Ta moja dieta była tak jakby trochę zmodyfikowana ponieważ dukana posiada 3 fazy a ja zastosowałam 1 białkową z którą byłam 2 tyg. I to mnie tak wyniszczyło. Dziwne bo nie dostałam efektu jo-jo ale dalej mam nadwagę waże 70 kg. przy wzroście 165 cm. Do tej pory nie mogłam się zmobilizować żeby zacząć ćwiczyć. Diete staram się trzymać nie jesć pieczywa napoi... ale to za mało bez ćwiczeń nie widzę efektów. Ciężko jest się zmobilizować i zacząć ćwiczyć. w domu mam mini-siłownie na którą w ogóle nie zaglądam, tata spędza tam całe wieczory a mi nawet na godzinkę nie chce się tam przejść. Dlatego gratuluje że masz tyle siły do tego wszystkiego :)
    Nie wiem czy to co napisałam ma jakiś sens ale jak zaczęłam to skończyć nie mogłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dieta dukana to najgorsza dieta z najgorszych, przestań myśleć o dietach, zacznij się odzywiac. to kompletnie co inngeo, wiecej warzyw dodane do jadłospisu da Ci lepszego kopa do działania niż napój enegetyczny!
      No a jak masz w domu tatę, który to dziewczyno! doceń ten skarb! dwa siłownia w domu marzenie!
      ciwcz róznie, taniec, siłowni z tatą, piłka fitness wszystko co Ci w duszy gra! będzie pięknie obiecuję!

      Usuń
  31. ogólnie- dbajmy jednocześnie prawidłowo i o ducha i ciało,
    by coś po nas ocalało... =)

    OdpowiedzUsuń
  32. Jesteś tak niesamowicie inspirująca, że nawet nie masz pojęcia. Gdy czytam Twoje posty budzi się we mnie nowy zapał do odchudzania i zdrowego trybu życia. Zawsze uważałam, że diety cud są wycieńczające dla organizmu i tak na prawdę nie przynoszą długofalowych efektów. Będę często wracała do Twojego posta :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Zawsze denerwowała mnie Twoja drobiazgowość, zwracanie uwagi na szczegóły, czepialstwo (mam tu na myśli np. ocena płyt Ewy Chodakowskiej) ale po przeczytaniu tego wpisu to już całkowicie przestało być ważne bo zaczęłam identyfikować się z Tobą w 100%!!! Przeszłaś przez wszystkie "moje" etapy odchudzania i ogromnej walki ze sobą. Twój wpis powinna przeczytać każda kobieta próbująca zrzucić kilogramy bo nie znalazłam nigdzie rozsądniejszych słów popartych własnym doświadczeniem. Jadłam jeden posiłek dziennie, po powrocie z pracy o 20 z tym, że zjadanie tej całej masy z lodówki trwało do 24. Bo na forach przeczytałam, że tak schudniesz najszybciej. Później była puszka tuńczyka w sosie własnym dziennie. A co potem? Tryb odkurzacza! Jadłam wszystko, kilka opakowań ciastek przegryzane, pieprz cayenne (bo przecież odchudza!), tabletki i herbaty przeczyszczające, dalej doszły wymioty bo nie mogłam na siebie patrzeć. Zawsze byłam szczupła a tu nagle fałdy na brzuchu, gruby tyłek, spodnie się nie mieszczą, nie chciałam wychodzić z domu a przecież trzeba, płacz i jedna wielka tragedia. Po wymiotach napady głodu, bo przecież organizm chce jeść! Dopiero w sierpniu stwierdziłam, ze chce żyć jak normalny człowiek, chce jeść śniadanie z przyjaciółmi na wakacjach, obiad i nie myśleć tylko i wyłącznie o jedzeniu. I tak zaczęłam jeść 4-5 mini posiłków dziennie. Potem doszła Ewa Chodakowska, która totalnie uzależniła mnie od swojej osoby. Teraz nie wyobrażam sobie dnia bez śniadania, mojego ukochanego twarogu wiejskiego z miodkiem, mojej brukselki w pomidorach i chili, wody mineralnej z cytryną i co najmniej 1 godz ćwiczeń z Ewą. To stało się stylem życia, a kilogramy spadły tak, że lubię na siebie patrzeć w lustrze :) I te słowa "Jak Ty ładnie wyglądasz", "Jak schudłaś, co zrobiłaś?" bezcenne :) ehh pierwszy raz to z siebie wyrzuciłam :D Pozdrawiam Cię serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wow! konkretnie mi pojechałaś pierwszym zdaniem- hahahhaha :)
      Nie przeczę jestem czepialska jednak sądziłam, że odczytuję się to jako zaleta. Zauważ ja uwielbiam E.Ch. mam sporo o niej postów, wchodzę w obronę jej imienia na różnych forach i pod postami, bo nie dzierżę jak ludzi ją oczerniają. zwróć uwagę na post http://www.aktywnezycie.com/2012/12/ile-za-ile-jaki-jakie-ktory-czyli.html tam ewidentnie nawiązałam do E.Ch. nie podjaąc jej imienia i nazwiska efekt sporo osób na co dzień komentujących zamilkło, bo wiedzieli że piłam do nich, już jestem zmeczona czytaniem hejtu na Chodakwoską, bo kurdę tak jak mówiłam na YT tej osobie po pierwsze nalezy się szacunek , że ruszyła Polskę z kanap i inspiruje sportem oraz pozytywnym myśleniem.
      To do czego doczepiłam się odnośnie płyt było czysto technicznymi uwagami, kompletnie nie dotykających osobistego mienia.
      Anonimie pamiętaj na takie projekty są przeznaczane konkretne sumy pieniędzy i zły dzwięk oraz oślepiające światło to mega faux pas. Dużo podróżuję i na zachodzie liczy się przede wszytkim jakość u nas jest z tym średniawo. Ostatnią płytę odczytuję jest Ewa i gwiazdy pfffffffff i tak się to sprzeda wiec po co się starać o lepszą aranżację tła i dźwięk i to mnie wkurza. Sam program określiłam za bardzo dobry.
      Dalej zwróć uwagę co napisałm w tym tekście który Ci się podobał, to był głos osoby, która przez płyty mogłaby narobić sobie sporo złego BO ĆWICZENIA BYŁY TŁUMACZONE NIEWYSTARCZAJĄCO DOBRZE, to był mój jedyny zarzut do tej płyty a propos samych ćwiczeń. Rzesza osób ćwiczących w domach to nie sportsmenki tylko dziewczyny, które chcą odzyskac figurę, dlatego aspekt bezpieczeństwa i wytłumaczenie, na które mięśnie trzeba zwracać uwagę jest kluczowy.
      Powaga Anonim ostatnią, rzeczą jaką chciałabym przekazać na tym blogu to czepialstwo dla czepialstwa, sama czegoś takiego nie trawię!
      Wezmę sobie twoje słowa do serca.
      cieszę się, że ten post z radami o odchudzaniu Ci się podobał w sumie ze statystyk wyglada na to, że jest jednym z częsciej czytanych, co cieszy mnie bardzo.

      Pozdrawiam Mary

      Usuń
    2. Mary nie bierz tego do siebie, ja po prostu jestem mało wymagająca i staram się zawsze widzieć pozytywy nie zwracając uwagi na niedociągnięcia ale rozumiem, że to jest Twoje zadanie. Prowadzisz bloga i dziewczyny na pewno oczekują od Ciebie rzetelnych recenzji. CO do ostatniej płyty mam dokładnie takie same odczucia ale po raz kolejny staram się widzieć same ćwiczenia. Może zbytnio staram się skupić na tym, żeby przeżyć :)
      Super, ze stajesz w obronie osoby, która robi coś tak pozytywnego. Oby było nas więcej :) Jeszcze raz dziękuję Ci za ten post. Piszesz rewelacyjnie. I czepiaj się, komentuj, krytykuj, chwal za to co dobre bo idzie Ci to naprawdę dobrze :)

      Pozdrawiam!

      Usuń
    3. Właśnie o rzetelność tu chodzi, jednak zaznaczam, jeżeli piszę w rozdrażnionym tonie to dlatego, że faktycznie coś zwróciło moją uwagę i chciałabym to ulepszyć, a nie dla pustego nic nie wnoszącego czepialstwa, żeby wyjść na zołzę i srogą w ocenach.

      Może zbytnio staram się skupić na tym, żeby przeżyć :) hahahha czyżby cardio dało się polubić, niezły wycisk!

      Dziękuję za ostatnie zdania! do druki i w ramkę, takie komentarze motywują do dalszej pracy dziekuje za wsparcie!
      Dziękuję za to, że wyraziłaś swoje zdanie :)

      Usuń
  34. Kocham cię za tę tekst. W zupełności odnosi się do mojej osoby. Znalazłam twój blog przez przypadek ale już cię nie opuszczę. Jesteś cudowna!!!

    Maja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wow Maju dziękuje za takie miłe słowa! ciesze się, że pomagam.

      Usuń
  35. Ja też chce przytyć, a to nie jest takie łatwe :(

    OdpowiedzUsuń
  36. hej :) podałabyś mi swój email? Chciałabym się skontaktować w sprawie ćwiczeń, diety, bo widzę, że mamy ten sam cel!! Dzięki za wywodzik,bo dużo się dowiedziałam :)

    OdpowiedzUsuń
  37. świetnie napisane. prawdziwa historia. ja tez sie przyłączam. ponad 10 lat walcze z waga. raz w ta raz w tamtą. średnio dwa razy w roku zmieniam rozmiar. uwielbima ruch. ale i tak cos ze mna nie tak. ahhh i zarazilas mnie swoim masazem. dziekuje Ci za to

    OdpowiedzUsuń
  38. Jestem tu pierwszy raz i bardzo zaciekawił mnie Twój blog. Osobiście tez już wiele przeszłam, od głodówek, super diet "cud" , przez bulimie, kompulsywne objadanie się i całą resztę zaburzeń odżywiania, aż po depresje. Od pół roku staram się zdrowo odżywiać, bez liczenia kalorii, i wyrzutów bo zjadłam kawałek ryby za dużo. Ćwiczę regularnie i w końcu pojęłam, że tu o zdrowie w głównej mierze chodzi, a nie tylko o sam wygląd, on przyjdzie z czasem ;)Wiedza jest, motywacja też, mam nadzieje że tym razem mi się uda :) Dzięki za ten wpis, będe tu częściej zaglądać. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu dziękuję za tyle miłych słów, pozdrawiam seredecznie

      Usuń
  39. No to ja idę poskakać na skakance :D

    OdpowiedzUsuń
  40. Chce tylko podziekowac za przestrogi w pigulce.
    Przeczatalam tekst dzieciom (3 dziewczynki) i pokazalam filmiki z przerobkami. Dzewczynki zapatrzone w idealne cery, ksztalty gwiazd i celebrytow wreszcie otworzyly oczy, ze wszystko to co widza w gazetach to dzielo grafikow.
    Cale szczescie wszystkie uprawiaja sporty, wiec czesc o torturowaniu sie dietami i glodowkami ich nie dotyczy :).
    Dzieki za normalny tekst normalnej osoby bez patosu i medycznych zwrotow.

    OdpowiedzUsuń
  41. cześć:) bardzo się cieszę, że znalazłam Cię na YT, bardzo się cieszę, że znalazłam Cię tu. bardzo mądrze napisałaś tego posta, ze wszystkim się zgadzam:) jestem osobą, która od dziecka była "patykiem". myślałam, że na wszystko mogę sobie pozwolić, że już zawsze będę chuda. i jestem, jestem chuda i mam niedowagę mimo iż jem na okrągło. taką mam przemianę materii, badali mnie lekarze, leżałam nawet w szpitalu i nic, co usłyszałam: "jest Pani zdrowa- no może poza kilkoma problemami z kobiecymi hormonami - ale takie ma Pani geny jeśli chodzi o Pani szczupłą naturę. postanowiłam coś z tym zrobić. wszystko nałożyło się razem na siebie. po pierwsze - odkąd zrobiłam prawko moja aktywność fizyczna zeszła do minimum. do tego paliłam papierosy. stałam się chudą laską z odstającym brzucholem. zaczęłam od rzucenia palenia. rzuciłam palenie i stopniowo dorzucałam aktywność fizyczną oraz zaczęłam zastanawiać się nad tym co jem. to dalej boli, że w sklepach więcej jest śmieciowego jedzenia niż zdrowego, ale ja staram się wybierać wszystko z głową. wyrzuciłam ze swojego jadłospisu biały cukier. oczywiście nie od razu, ale powolutku. nigdy nie lubiłam fastfoodow takze z tym nie było problemów. jem mnóstwo warzyw i owoców. i teraz regularnie cwiczę (biegam i robie ćwiczenia Ewy Chodakowskiej). odkad robie te wszystkie rzeczy to moje zycie stalo sie piekniejsze, a przede wszystkim zdrowsze. i nawet widze, że przytułam, ale nie przez brzuch a wlasnie przez miesnie ktore rosna (jasne, ze nie chce wygladac jak kulturysta, ale Ty chyba wiesz o co mi chodzi:) dodaję Cię do ulubionych blogów, bo widzę, że myslisz w ten sposob co ja a miło miec takich ludzi obok siebie. pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  42. jesteś cudowna<3 przed chwilą odkryłam Twój blog i będę go śledzić na bieżąco, mam nadzieje ze pomoże mi on poprawić moje dotychczasowe niezbyt udane zycie...

    OdpowiedzUsuń
  43. Cieszę się, że Cię odkryłam! Rewelacyjna strona z tyloma motywacjami i kopalnią wiedzy!

    OdpowiedzUsuń
  44. Czytam bloga i oglądam Twoje filmiki od dłuższego czasu, ale na ten post trafiłam dopiero teraz :). Bardzo ciekawy wpis, pouczający i dobrze się go czytało :) Ja swojego bloga też zaczęłam od historii swojego ciała, ale szybko posty skasowałam, myśląc, że to bez sensu, że każdy ma swoje życie i inaczej działa, ale może był to błąd. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  45. szczerze, radośnie i rzeczowo opisałaś swoją historię, prowadzisz bardzo ciekawy blog. Znam "ból powrotu z USA" z własnej autopsji, ja przy wzroście 179 i wadze 60 kg, wróciłam po 4 miesiącach z wagą 68 kg. Takie napompowanie na szczęście szybko zeszło, pozostawiając niestety nieestetyczną pamiątkę w postaci boczków nad którymi pracuję do dziś, w pocie czoła. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz! To dla mnie ogromna motywacja, jednak komentarze nie związane z treścią wpisu będą usuwane.
Chcesz napisać do mnie prywatną wiadomość skontaktuj się ze mną przez facebook www.facebook.com/aktywnezyciemary

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...